You are not logged in.

Dear visitor, welcome to Forum Gladiatus.pl. If this is your first visit here, please read the Help. It explains in detail how this page works. To use all features of this page, you should consider registering. Please use the registration form, to register here or read more information about the registration process. If you are already registered, please login here.

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

1

Tuesday, June 2nd 2009, 9:13pm

Mitologia Gladiatus

Pewnego szarego dnia w Italii w prowincji 6 narodził się wojownik imieniem Sqik.
Na początku jego życie nie było zbyt proste , lecz pewnego dnia na swej drodze spotkał człowieka zwanego Rafalm.
Sqik postanowił się z nim zaprzyjaźnić , od tamtej pory Rafalm pomagał mu przetrwać , pomagał również na arenie oraz na wyprawach.
Gdy Sqik miał już odpowiednie wyposażenie , broń oraz był odpowiednio przygotowany fizycznie postanowił odbyć swoją pierwszą wyprawę którą celem był obóz barbarzyńców , po ciężkich walkach z barbarzyńcami udało mu się wygrać , odzyskał zgrabione przez barbarzyńców rzeczy i oddał je obywatelom Italii.
Po wyprawie Sqik stał się bardziej pewny siebie , zaczął coraz ciężej trenować , oraz wykonywał coraz więcej wypraw , aż w końcu stał się na tyle silny , że postanowił założyć własną gildie którą postanowił nazwać Flow.
Dość długo próbował zwerbować nowych członków , aż w końcu gladiator o imieniu Qcyk123 dołączył do gildi.
Gdy Sqik był już na tyle odważny i dojrzały postanowił odwiedzić rynek i iść na aukcję.
Gdy wszedł , na aukcji było dość dużo silnych i odważnych gladiatorów , lecz uwagę Sqika przykuła pewna bardzo interesująca broń , więc postanowił ją zalicytować , został przebity lecz dalej licytował i licytował aż w końcu udało mu się wygrać , był on bardzo zachwycony i podekscytowany , gdy wychodził podszedł do niego pewien gladiator który powiedział mu , że nie ma już tu życia i przy najbliższej nadarzającej się okazji zabije go , lecz Sqik za bardzo się tym nie przejął.
Trenował , chodził na wyprawy dalej .
Gdy był już bardzo dobrze sprawy fizycznie , miał dobre wyposażenie i super broń postanowił kupić najemników którzy będą mu służyli i tak zaczęła się jego przygoda z lochami .
Na początku miał nie zbyt dobrze wyszkolonych najemników więc chodził do domu Gustawa , stwierdził jednak , że te lochy są dla niego zbyt łatwe zakupił więc nowych najemników oraz wyposażenie dla nich i postanowił się udać do Wilczej jamy , i tak przeszedł 3 pierwsze lochy i stwierdził , że Italia jest dla niego nie wystarczająca i udał się do Afryki gdzie wykonywał różne zadnia .
Pewnego wieczoru w Afryce znów udał się na aukcję i przebił jednego z najpotężniejszych gladiatorów prowincji 6 i wtedy grono jego wrogów wzrosło , aż pewnego dnia zginął z rąk własnego przyjaciela który go zdradził ..
Koniec.

autor: Sqik
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

2

Tuesday, June 2nd 2009, 9:13pm

W Italii bardzo popularne były rozgrywki "Circus Turma", gdzie gladiatorzy toczyli walkę do samego końca! Wśród społeczności i widowisk nie brakowało atrakcji podczas walk, które odbywały się średnio co 30 minut! W rankingu "Circus Turma" znajdowali się najlepsi, śmiali ryzyka i odwagi gladiatorzy, którzy będą walczyć do samego końca by zyskać sławę w oczach całego widowiska oraz niezbędne w tych czasach złoto! Na arenie na samej górze widniała tablica z najlepszym gladiatorem w walkach jakiego do tej pory spotkano. Miał na imię Hereon! Był odważny bezwzględny, niczego się nie bał a także traktował swoich rywali z pogardą! Jego pojedynki były toczone rzadko ponieważ mało było gladiatorów, którzy stawali z nim twarzą w twarz! Był trzykrotnie ogłaszany przez Centuriona mistrzem "Circus Turma"! Inni gladiatorzy, którzy nie byli w czołówce w rankingu toczyli dosyć często walki, które także były chętnie oglądane. Pewnego pięknego dnia z bliżej nie znanego kraju pojawił się kolejny rządny sławy i złota śmiałek! Jak powiadano na imię ma Isuan.
Dużo słyszał o Italii m.in o rozbudowanej arenie, która jak powiadał - była Jego pasją! Postanowił zostać nowym mistrzem "Circus Turma". Wiedział, że to co Go czeka nie będzie ani miłe ani przyjemne! Wie, że droga będzie długa i będzie musiał stoczyć wiele walk aby osiągnąć swój cel! Po pierwszym tygodniu stoczył około 10 walk, z których wszystkie wygrał. Po następnym tygodniu stoczył 8 walk przy czym również wszystkie wygrał! Jego siła,opanowanie i wytrwałość pozwoliła mu dotrzeć dosyć wysoko w rankingu! Posiadał sporo złota i dobry ekwipunek! Po 2 tygodniach walk Isuana zaczął bacznie przyglądać mu się Hereon! Pomyślał sobie, że On będzie jednym z niewielu, którzy wyzwą go na pojedynek o mistrzostwo! Dobrze wiedział, że nie pozwoli na to, nie pozwoli żeby o nim szybko zapomniano i zastąpiono go kimś innym! Minął kolejny tydzień i Isuan dotarł już do drugiego miejsca w rankingu! On i Hereon wiedzieli co się niedługo wydarzy - walka o najlepszego gladiatora tej areny! Finałowa walka odbędzie się następnego dnia. Isuan mając kilka rubinów, które zdobył podczas swoich wypraw oraz złoto, które zdobył podczas tych wszystkich walk na arenie postanowił wpaść do handlarza wszelakim ekwipunkiem! Na początku nie znalazł żadnego przedmiotu, który jest lepszy od tego, który on sam posiada! Następnie wstąpił do Domu Aukcyjnego! Bardzo zachwycał się wyglądem owego pomieszczenia, w którym roiło się od innych gladiatorów, kupców i handlarzy, którzy chcieli nabyć dobry ekwipunek i jedzenie po korzystnej cenie! Znalazł doskonały amulet, który zwiększył by jego szanse na uniki lecz gdy już miał złożyć swoją ofertę zobaczył, że aukcja została zakończona i owy amulet wylicytował Hereon!Widział, że ma potężny ekwipunek i doświadczenie przy czym walka z nim będzie bardzo ciężka! Wrócił do domu! Następnego dnia Isuan wstał wcześnie aby poćwiczyć u Trenera oraz zrobić mała rozgrzewkę przed finałową walką! W efekcie zauważył, że trening dobrze mu zrobił! Minęło południe i widownia zaczęła zajmować miejsca na arenie i po 15 minutach zabrakło miejsca na siedzenie dla innych! Na arenę dosyć szybko zjawił się Isuan! Nie minęło 10 minut i pojwił się również Hereon! Hereon wyglądał na bardzo pewnego siebie i z jego oczów można było wyczytać coś w stylu "Już po Tobie"! Lecz Isuan zachował spokój i pełną koncentrację! Po kilku minutach zabrmiał kong, który sygnalizował poczatek walki! Walka o mistrza "Circus Turma" właśnie się zaczęłą! Hereon podchodził do Isuana powoli tak jakbyczekał na odpowiedni moment! Isuan również powoli podchodził i obaj gladiatorzy stali niemal na środku areny! Przez chwilę się zatrzymali i nagle Hereon zadał pierwszy cios lecz naszczęście Isuan zrobił skuteczny unik! Odsunął się by pomyśleć jak skutecznie podejść do niego! Hereon nie czekał i pobiegł prosto na Isuana zadająć podwójny cios - tym razem celny! Isuan otrzymał 2 ciosy w klatkę piersiową i przewrócił się na ziemię! Naszczęście szybko się podniósł! Potem przez około minutę walczyli uderzając mieczem i każdy robił co chwila uniki! Nagle Isuan mocno uderzył Hereona w ramię aż trysnęłą krew! Na twarzy Hereona było widać wściekłość! Podszedł i wykonał serię ciosów na Isuanie. Isuan cały czas blokował lecz Hereon był bardzo szybki i Isuan ponownie dostał w klatkę piersiową. Tym razem polała się mocna krew! Obaj gladiatorzy byli zmęczenie lecz byli w stanie jeszcze walczyć! Hereon podbiegł do Isuana kiedy ten leżał! Gdy już chciał wbić miecz w brzuch Isuanowi ten nagle osłonił się mieczem! Isuan miał mocną gardę i po chwili na wskutek mocnego uderzenia w głowę Hereon upadł na ziemię! Wtedy Isuan wstał i zadał mocną serię ciosów Hereonowi! Hereon nie miał szans na jakiekolwiek uniki! W miejscu, w którym on leżał było pełno krwi! Isuan czuł zmęczenie i ból klatki piersiowej! Wiedział, że jego limit już się skończył! Nagle ponownie zabrzmiał kong i Centurion zakończył walkę! Isuan został ogłoszony nowym mistrzem areny "Circus Turma" Pomimo swoich ran i zmęczenia zbierał wiwaty od widowni oraz został oficjalnie mu nadany tytuł "Pan Circus Turma" Jego imię było widoczne pierwsze w rankingu i sam przez chwilę nie mógł uwierzyć, że naprawdę mu się udało! Przez miesiąc stoczył tylko 2 walki! 1 rewanż z Hereonem - który wygrał ponownie oraz walkę z innym gladiatorem, z którym nie miał wiekszych problemów! Był godzien tytułu najlepszego gladiatora "Circus Turma"

autor: Marcodian
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

3

Tuesday, June 2nd 2009, 9:14pm

Rzymscy widzowie byli rządni krwi, chcieli więcej wojowników na arenach, cieszyli się widząc umierających gladiatorów. Zorganizowano więc rekrutację.
Mistrz areny zszedł na plac rekrutacyjny, spojrzał na nędznych gladiatorów i kazał im wejść na arenę. Szybko się uzbroili i zaczęli walczyc, bo tego chciał tłum. Na końcu zostało ich czterech, tłum zaczął sięrozchodzić. Dwoje z gladiatorów zawarło między sobą przymierze, a pozostałą dwójka wymknęła się w nocy z budynku areny. Dwójka która nie uciekła dostałą zadanie - znaleźć i zabić uciekinierów.
Uciekinierami byli: Lanceth i Lady_in_red a nasłanymi mordercami Cygi i Venom.
Po jakimś czasie mistrz areny już zapomniał o zleceniu i wysłanych gladiatorach, lecz oni nie zamierzali odpuścić.
Lanceth i Venom stali się przywódcami dwóch najbardziej liczących się gildii w imperium, każdy chciał być w najlepszej gildii, ale nie sposób było dowiedzieć się która jest lepsza. Obie budziły strach wśród publiki, na ich walkach trybuny były pełne, zawsze zabijali swoje ofiary, nie było litości.
Gildie na oficjalnej wojnie nigdy się nie spotkały, bo wojna trwała ciągle. Co chwilę z jednej bramy areny wychodził podwładny Venom'a a z drugiej Lanceth'a.
Lecz pewnego dnia stało się, bo wszystko sie wkońcu kończy - Lanceth odszedł. Osiągnął co miał osiągnąć i pewnego dnia odkrył pod górami, lasami, świątyniami coś dziwnego. Ludzie nazywali te miejsca lochami. Wszyscy nagle poczuli się słabsi, nie mogli władać broniami, które były obsługiwane przez najemników z aukcji, proste maszynki do zabijania, nie to co oni, legendy.
Ich drogi się rozeszły, część stwierdziła, że walka bez Lanceth'a nie ma sensu i zakończyła swój żywot, część przeszła na stronę Venoma, bo tak naprawde obie gildie były świetne, a gdzieś musieli się podziać, jeszcze inna część zostałą w gildii bez mistrza, powalczyli jeszcze troche razem i rozpadli się, było to nieuniknione.
Nie mineło dużo czasu a znów usłyszeliśmy o Lanceth'u, lecz znany był już jako Lanc_et_LeSida.
W międzyczasie Venom pokonał strażnika najtrudniejszych lochów, Zagarasha, zrobił to pierwszy w całym imperium, nikt na świecie tego nie dokonał, a Lanc budował sobie w tym czasie nowe imię.
Znów zbudował gildię, przyjął do niej świetnych ludzi i kolejna gildia pod jego dowództwem budziłą strach publiki.
Nadszedł i dzień kiedy Lanc pokonał zagarasha, bez mistycznych broni, których nie mógł wziąć do ręki.
Oboje mieli swoje wzloty i upadki, każdy wybrał swoją drogę, każdy jest legendą imperium.
KONIEC.

autor: yudash
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

4

Tuesday, June 2nd 2009, 9:15pm

Rap o Gladiatusie

Rap o Gladiatusie rapuje gladiator
Nie jak gladiator z filmu Aviator
Mieszkający w Rzymie pracują uczciwie
W stajni pracując leniwie no...
Ale zdarzają się też oszuści
Bo czasem jakiś jeden się z łańcucha spuści
I wtedy kradnie człowiekowi konto
I ucieka z nim aż do Toronto
Ale Admin nie jest bez słowa
I to co on zrobi to nie tylko mowa
Na IRCU i forum Admini rządzą
Napalonych na łamanie zasad chłodzą

REF:
Bo to Gladiatus, gra w którą się gra
Każdy mądry tu konto ma
I tu gra... (x2)

Admini banuja czasami nie potrzebnie
Bany czasami są haniebnie
Adminów praca czasem blednie
Chociaż niektórzy są inny
Jennefer pomaga w Pipie
Niqa w pipku
Każdy ma zadanie...
W teamie

REF:
Bo to Gladiatus, gra w którą się gra
Każdy mądry tu konto ma
I tu gra... (x2)

Arturek1998
Wypędza Wszystkich noobkow z tego...
Forum fajnego
Użytkownicy błądzą
Nic nie wiedzą
Dlaczego...
Login Nakota
Teraz powiem wam
BioShiver uwielbia spam

REF:
Bo to Gladiatus, gra w którą się gra
Każdy mądry tu konto ma
I tu gra... (x2)

Sheol i Barthekk
Większe prawa...
Od sędzi ma
Oni rządzą na całym Gladiatusie
Nikogo sie nie boją
Dają bany na tych co...
Łamią regulamin często
Ostanie słowo powiem wam
Gladiatus Pany

REF:
Bo to Gladiatus, gra w którą się gra
Każdy mądry tu konto ma
I tu gra... (x2)

autor: arturek1998
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

5

Tuesday, June 2nd 2009, 9:15pm

Mit o Domelu1990.
Dawno, dawno temu, w starożytnym Rzymie, żyło wielu gladiatorów. Walczyli na arenach, przebijali się na aukcjach, a także wyruszali na podbój nieznanych ziem Afryki i Germanii. Ich przygody i liczne perypetie okazały się na tyle długie i męczące, że nie każdy był w stanie wrócić potem do swojej rodzimej prowincji.
O nieznanym Domelu1990 z prowincji XIII zaczęło być głośno, kiedy pewnego słonecznego dnia, postanowił on jako pierwszy wyruszyć do Germanii. Wielu potężnych gladiatorów było przekonanych, że misja nikomu nie znanego gladiatora się nie powiedzie. Jednak stało się zupełnie inaczej.

Dziwne spotkanie.
Domel1990 swoją przygodę zaczął 1 lutego 2009r. Strudzony, szedł kilkanaście dni przez pustynię.
Nocą, 6 lutego, napotkał leżącego na swojej drodze Ichodaremusa. W ciągu dnia był on lojalnym i niestrudzonym strażnikiem tawerny, ale kiedy tylko zapadała noc, natychmiast zaszywał się w cieniu tutejszego miejsca pracy.
- Ichoderamusie! Co ty tutaj robisz? – dziwił się strudzony wędrowiec.
Strażnik tawerny nic nie odpowiedział. Po chwili wstał. Całe ciało miał podrapane, z głowy tryskała mu krew.
- Ichoderamusie?… - powtórzył lekko drżącym głosem Domel1990.
- Domelu… daj mi swój miecz... – wyszeptał błagalnie strażnik.
Gladiator o bladej twarzy i smutnej sylwetce zawahał się.
- Daj mi swój miecz! – Ichoderamus ponowił nieco głośniej swą prośbę.
Po kilku chwilach milczenia, Domel1990 oddał swój oręż strażnikowi. Chwytając mocno Krótki Sztylet Piekieł, strażnik niespodziewanie ... wbił go sobie w pierś. Osuwając się na ziemię, wypowiedział pożegnalne słowa:
- Żegnaj Domelu, najdzielniejszy wojowniku prowincji XIII.

Pustynna burza.
Domel szedł dalej przez pustynię, rozmyślając o zmarłym Ichoderamusie. W końcu, po kilku dniach ciągłej wędrówki, postanowił odpocząć. Przystanął wtedy pod Wielkim Kamieniem Potępienia, dzielącym go o 3 dni od Mistycznego Laboratorium.
Domel1990 wyjął z ekwipunku Colódiens Rybę Niepowodzenia i zjadł ją. Posiliwszy się, postanowił się przespać. Jego ciężki, głęboki, kilkugodzinny sen został przerwany przez nadchodzący raptownie huragan. Gladiator pozbierał szybko swoje rzeczy i rzucił się do ucieczki. Niszczące podmuchy gwałtownego wiatru zaczęły miotać wszystkim, co znalazły na swej drodze. Wkrótce Wielki Kamień Potępienia z lekkością poszybował w powietrze i obracając się, trzasnął z łoskotem o ziemię, zaledwie kilka metrów od Domela. Gladiator uciekał, ile sił w nogach. Po kilkunastu minutach spostrzegł że siła wiatru słabnie.
W końcu Domel1990 zatrzymał się. Pustynna burza ustała. Przed Domelem, ni stąd, ni zowąd, pojawił się pergamin. Napis na nim głosił on:
„Niech będzie z tobą bóg wojny”.
Zdziwiony wędrowiec pojął sens tego listu, widząc przed sobą Mistyczne Laboratorium.

Mistyczne Laboratorium
Domel1990 wkroczył do Mistycznego Laboratorium. Spróchniałe drzwi trzasnęły z łoskotem. Gladiator spostrzegł przed sobą dwoje kolejnych drzwi. Na pierwszych umieszczono napis:
„Idź przez te drzwi, a twoja prowincja nie ujrzy więcej twojego miecza”.
Drugie drzwi głosiły:
„Twoja prowincja otworzy przed tobą swoje wrota, a twoje imię…” .
... i tu napis na drzwiach urywał się. Najprawdopodobniej wyblakł.
Gladiator zamienił się w kamień. Nie ruszał się. Tylko jego oczy wędrowały po zniszczonym upływem czasu pergaminie. Wtem Domel1990 drgnął. Nacisnął klamkę. Znalazł się w pomieszczeniu z tysiącami ampułek. Już wiedział, że pierwsze drzwi były dobrym wyborem. Po chwili usłyszał szmer. Ampułka Siły upadła z łoskotem na ziemię. Oczom gladiatora ukazał się najpotężniejszy boss Germanii – Frank N. Stein.
Domel1990 automatycznie wyjął miecz. Jego przeciwnik stanął z nim twarzą w twarz. Nagle, w tej samej sekundzie, Frank. N. Stein i Domel1990, rzucili się na siebie. Pojedynek był zacięty, a siły niezwykle wyrównane. Kiedy jednak, w 69 rundzie pojedynku, Domel1990 wbił swój miecz w pierś Franka N. Steina, ten upadł z łoskotem na ziemię. Boss umarł.

Powrót do prowincji
Domel1990, opuściwszy Mistyczne Laboratorium, udał się do prowincji XIII. Podróż trwała kilka dni.
Gladiator przekroczył bramę prowincji. Powitały go okrzyki radości i triumfalne oklaski tłumu gladiatorów. Domel1990, w tłumie przyjaciół, odnalazł swoją narzeczoną. Kiedy dyskretnie oddalali się od zbiegowiska, napotkali Templariusza2008. Mistrz prowincji złożył im serdeczne gratulacje.
- W końcu nie każdy gladiator jest na tyle mężny, aby jako pierwszy przejść najtrudniejsze miejsce starożytnej Germanii. – zakończył uroczyście mistrz.

autor: Ares212
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

6

Tuesday, June 2nd 2009, 9:15pm

Pewnego słonecznego dnia nastąpiło wielkie bum i powstał ten piękny świat. jakim jest gladiatus. Jednak został on podzielony na różne prowincje…
Między serwerami(prowincjami) toczyły się różne wojny.
Każdy chciał być w czymś lepszy. Więc zaczęto rywalizować…
Niektórzy próbowali zabić Zagrasha który był największym i najstraszniejszym czarodziejem… Inni chcieli osiągnąć magiczny 100lvl, jeszcze inni zdobyć najwięcej złota walkach, a jeszcze inni mieć najwięcej honoru…
Pierwszym wojownikiem który pokonał Zagrasha był wojownik o imieniu VeNoM z 4 prowincji.. po długich, nieudanych próbach w końcu udało mu się pokonać tego potwora.. Jednak zagrasz powstaje jak feniks z popiołów i wskrzesza swoich towarzyszy…
Gladiatorka s serwera 2 @tena jako pierwsza zdobyła upragniony 100lvl…
W rankingu honoru króluje 2 prowincja a dokładniej gladiatorka o imieniu Wredota której udało się uzbierać już prawie 16000000 honoru…
A w rankingu złota mistrzem jest jajo2323 z 3 prowincji który zdobył już prawie 25000000 złota w walkach…
Jednak wszyscy kiedyś odejdą na pola elizejskie… Ale imiona Takich osób jak @tena, VeNoM, Wredota czy jajo2323 będą pamiętali wszyscy.

autor: Hubert
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

7

Tuesday, June 2nd 2009, 9:16pm

Pewnej nocy, gdy żołnierze stający na warcie mocno zasnęli na miasto najechali bandyci i barbarzyńcy, którzy byli wtedy zjednoczeni, zrabowali oraz zabili bardzo dużo ludzi. Nastepnego dnia król wysłał wojsko do obozu bandytów. Żołnierze spalili caly obóz, lecz nie zabili wszystkich bandytów, którzy pouciekali widząc ze nie mają juz szans. Bandyci później założyli obóz od nowa. Gdy król się o tym dowiedział nakazał wojsku aby najeżdżali obóz co jakiś czas. Król bojąc sie liczebności barbarzyńców nie wysyłał tam wojska. Po paru latach juz spokojniejszego życia narodził sie nowy problem wilki. Te krwiożercze bestie atakowały dzień i noc miasto mordując ludzi. Król nie mogąc sobie z nimi poradzic zaczął werbować każdego chętnego, i tak rozpoczęła sie era nowego życia gladiatus.

autor: dawix1296
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

8

Tuesday, June 2nd 2009, 9:16pm

Był mglisty poranek Imperium Rzymskie dopiero budziło się do życia większość gladiatorów jeszcze odpoczywała lub pracowała w stajniach.
Jeden gladiator bacznie trenował i rozwijał swoja silę zręczność i władanie bronią gdy nagle zaważył jak grupa gladiatorów atakuje bezbronnego chłopca jako iż był to bardzo honorowy gladiator wyzwał on na pojedynek 3 nikczemników .
rozpoczęła się walka gladiatorzy zaczęli atakować w trójkę uderzali na oślep rzucali piachem na nic zdały się ich ataki Domel stal niewzruszony w swojej pięknej złotej zbroi
jednym ruchem miecza rozprawił sie z przeciwnikami darował im jednak życie.
Domel podniósł chłopca z ziemi nagle Miasto ogarnęła wielka ciemność oczy chłopca mieniły się czerwienia rubinu
przerażony Domel upuszcza chłopca na twarda ziemie ten jednak o nią nie uderza ku zdziwieniu Domela chłopiec unosi się nad ziemia ze spuszczona głową.
nagle chłopiec podnosi głowę i demonicznym wzrokiem spogląda na Domela staje na ziemi i przeobraża się wielka bestie Domela paraliżuje strach wie już ze nie ocalił bezbronnego chłopca tylko potwora zadał ból i cierpienie niewinnym gladiatorom Domel wie ze jedyne co może teraz zrobić to rozprawić się z potworem rzuca się do ataku nad miastem roznosi się wielka burza a potwór znika Miasto wygląda jak dawniej.
Domel z duma wraca do treningu w jego głowie rodzi się pytanie kim było to wielkie monstrum i czego szukało w naszej krainie.
pytanie to tak bardzo nurtowało Domela iż udał się do prastarego Pustelnika który mieszkał na skraju Mgielnych gór zamieszkałych przez okropne bestie zwane Miniaturami , szedł 2 dni i 2 noce napotykając niezliczone stwory wszystko co zgrabił wydawał na jedzenie gdyż Minotaury go wykańczały w końcu udało się 3 dnia Domel wszedł na szczy góry spotkać się z Pustelnikiem ujrzał on starca z długa siwa brodą stał on nad jakąś dziwna księgą starzec rzekł do Domela:
zbliż się synu a ujrzysz odpowiedz na swoje pytanie
Domel tak tez uczynił podszedł do księgi pochylił się nad nią i nagle coś zawładnęło jego umysłem słyszał w nim przeraźliwy krzyk ludzi widział dziwne obrazy jakby wiezienia w środku pełno krwi jednak nie znal tego miejsca
nagle wszystko co do tej pory władało jego umysłem opuszcza go nad górami zbiera się gęsta mglą tak gęsta ze Domel nie może nawet dostrzec starca .
potwor którego szukasz nazywa się Frank N. Stein zamieszkuje on odległa krainę zwana Germanią strzeż się chłopcze mówi starzec jest on piekielnie silny i nikt w naszym imperium nie jest w stanie stawić mu czoła jesteś silny ale nie dasz mu rady potrzeba by 4 takich jak Ty śmiałków aby go pokonać.
Więzi on w swoim laboratorium wielu ludzi i bogów zarazem wszystkich okropnie traktuje zabija ich pojedynczo przez co staje się coraz silniejszy miałeś być jego kolejna ofiara jednak nie zdołał zawładnąć on twoim umysłem to tyle co mogę ci powiedzieć nic więcej nie wiem przykro mi kiedyś wszyscy zginiemy z jego reki.
dziękuje odparł Domel poprzysięgając zgładzenie potwora
na nic tu twoje starania ale powodzenia chłopcze dam Ci teraz mały prezent powinno Ci to ułatwić ciężką podróż do Germanii
co to zapytał Domel? wygląda tak samo jak oczy potwora
To są piekielne kamienie synu zwane również rubinami dzięki nim udasz się do Germanii dużo szybciej
dziękuje do zobaczenia
ehhh durny chłopiec myśli ze stawi czoła najpotężniejszemu Stworowi Germanii marny jego los ...
Domel znając porady mistrza zabiera ze sobą w podroż 5 wojowników najlepszych z najlepszych wyszkolonych i mądrych
w śród nich jest tez alchemik który potrafi uleczyć rannych
Domel czuje się bardzo pewnie idąc do Germanii daje mieniące się kamienie facetowi w łachach a ten każe wszystkim złapać za ręce
po czym łapię Domela i wypowiada tajemnicze słowa Hibitus Germanius Octopus wszyscy zamykają oczy bo w okol nich rozpętuje się wielkie tornado ku wielkiemu zdziwieniu nic nikomu się nie stało
wiatr opadł mężczyzna w łachach zniknął
Domel spostrzega ze nie są już w Rzymie wszystko tutaj wydaje się inne nic nie jest takie jak wcześniej z daleka widać miasto
na dzień po przybyciu Domel wraz ze swoimi kompanami wkracza do miasta w mieście wieje pustka nie widać nikogo
jednak Domel dostrzega kogoś tuż za ścianą budynku podbiega do niego ten pada na kolana i mówi
panie nie krzywdź mnie zrobię co zechcesz ale daruj mi życie
Domel tak tez zrobił poprosił go aby ten opowiedział mu co nieco o mieście mieszkańcach i potworze którego szuka
Nicolas bo tak miał na imię oprowadził Domela po mieście powiedział mu także ze mieszkańcy boja się wychodzi na ulice odkąd w ich mieście pojawił się okropny Frank N Stein
Nicolas powiedział ze można go znaleźć w mistycznym laboratorium pod Wzgórzem Śmierci ostrzegł go jednak ze Frank ma tez swoich podwładnych
jest ich w sumie 8
jeżeli ich pokonasz otworzy się tajemne przejście w którym znajduje się potężny Frank
Domel nie czekając ani chwili udał się do Mistycznego laboratorium
już na wejściu zobaczył przeciwnika
wyglądał jak odziany w zbroje Szkielet jeszcze zanim cala drużyna zdążyła wyciągnąć bronie szkielet wypowiadał jakieś zaklęcie
po czym cala drużyna zaczęła walczyć miedzy sobą trwało to jakieś 5 minut po tym czasie czar przestał działać
drużyna rzuciła się do boju o najwyższa stawkę
po 41 minutach udało jej się pokonać potwora który znika we mgle
otwiera się tajemnicze przejście wojownicy przekraczają próg i ku ich zdziwieniu
stal tam ten sam stwor Domel nie czekając ani chwili dłużej wydal rozkaz ataku
po 15 minutach potwór zginał Domela zastanawiało tylko 1 dlaczego nie używał on magi kim był
jednak nie mógł teraz szukać rozwiązania gdyż po pokonaniu stwora otworzyła się kolejna komnata laboratorium
Stał tam Wielki Minotaur z dwiema ogromnymi broniami jednakże nie był tak silny jakby się mogło wydawać Domel i jego kompani rozprawiają się z nim po 12 minutach ciężkiej walki
kolejna komnata stoi przed nimi otworem z komnaty dobiega przeraźliwy śmiech cała drużynę ogarnia niepokój co teraz na nich czeka z kim tym razem przyjdzie im walczyć
naprzeciw nich staje 5 stworzeń jedno po drugim śmiejąc się z całej drużyny
Domel bacznie obserwuje przeciwników i zauważa ze 1 różni się od pozostałych miał on w dłoni naszyjnik z czaszek
Domel wskazuje na niego mieczem i rozkazuje atakować walka trwa 12 minut po czym potwor ginie a wraz z nim giną jego 4 klony
Domel jest przerażony przypomina sobie co powiedział mu Nicolas (a strażników przed nim 8)
już teraz wie ze w następnej komnacie czai się potwor którego szuka wchodzi wiec do komnaty i widzi przeraźliwego potwora z wielka dziura w brzuchu
nigdy wcześniej nikt z całej drużyny wojowników nie widział tak wielkiego i potężnego potwora
drużyna zbierała się do grupowego ataku nagle błękitne światło wszystkich oślepia każdy został zaatakowany medyk uszedł z życiem Domel również jednak pozostali już nie
na placu boju został już tylko Domel i jego wierny Medyk nie minęła nawet minuta a z brzucha potwora wylatuje strumień gęstej krwi który pokrywa Domela nic nie widząc stara się usunąć z siebie krew
w tym czasie dostaje serie piekielnych uderzenie z ledwością uchodzi z życiem łapie medyka za dłoń i mówi:
uciekaj jest zbyt silny zabije nas jeżeli tutaj zostaniemy
tak tez zrobili uciekali z tego przeklętego miejsca Domel nie może sobie darować ze zginęli jego przyjaciele poprzysięga się zemścić i pokonać potwora
Domel zostawia Medyka pod Opieka Nicolasa i odchodzi z miasta idzie w stronę wzgórz gdzie czają się wielkie bestie
słuch o Domelu zaginął.
Mijały dni tygodnie Domel nie wracał Medyk myślał o najgorszym tego dnia dzień był wyjątkowo długi wiec do późnego wieczora medyk wypatrywał Domela nagle na głównej drodze prowadzącej do miasta medyk ujrzał 4 postacie
wszystkie w lśniących zbrojach z wielkimi Gladiusami w śród nich zauważył Domela pobiegł wiec ile sil do niego i mówi:
Panie wróciłeś
Tak odrzekł Domel jestem teraz silniejszy niż kiedykolwiek spotkałem Najemników którym Frank n Stein zabił żony i dzieci pałają taka chęcią zemsty ze nikt i nic ich nie powstrzyma
czy pójdziesz wraz z nami stawić czoła potworowi zapytał Domel
Tak panie odrzekł medyk
Nicolas dał Domelowi 4 mikstury i 4 małe kamienie
powiedział Domelowi użyj ich dopiero przed wejściem do komnaty Frank N Steina gdyż działają one tylko godzinę mikstury wypijcie dadzą wam one wielka siłę poczujecie się jak bogowie
kamieniami przetrzyj ostrze waszych broni będą ostre jak nigdy dotąd
Dobrze Nicolasie dziękuje Ci do zobaczenia
Domel wraz z najemnikami udał się wiec do mistycznego laboratorium
rozprawił się z wszystkimi strażnikami ponownie nie było to ciężkie zadanie Domel jednak przestrzegał cała drużynę
nie bądźcie zbyt pewni siebie to byli tylko pomocnicy on sam ma sile 100 mężczyzn
stojąc prze ostatnia komnata Domel daje mikstury do wypicia swoim najemnikom i sam wypija 1 butelkę
naciera kamieniami bronie i wkracza do komnaty
Fran N Stein patrzy na drużynę z pogarda przystępuje do ataku
jednak cala drużyna Domela odpiera atak rozwścieczony Frank atakuje Domela wyraźnie go raniąc
medyk szybko wypowiada zaklęcie i rany Domela znikają
cala drużyną rozpoczyna atak Fran zostaje raniony
mija już 46 minuta karmicznej walki z potworem Domel daje znak do ostatecznego ataku
wszyscy atakują z pełna mocą Frank zdaje się umierać spogląda na drużynę i upada na kolana
wtedy podchodzi do niego Domel trzymając miecz przy jego sercu i wypowiada słowa
za wszystkie krzywdy wyrządzone mi moim przyjaciołom i całej ludzkości GIŃ po czym wbija miecz w jego serce.
odwraca się czcząc sukces
Chwilę później Domel słyszy piekielny głos w umyśle (Mylisz się nie pokonasz mnie nigdy) po czym spogląda w stronę potwora który stoi na nogach cały i zdrowy
ma widoczne rany ale nadal skory jest do walki potwor zdołał zasklepić niektóre ze swoich ran i rusza na drużynę walka trwa
jedna i druga strona wykonuje ataki mijają kolejne cenne minuty nagle siły wszystkich zaczynają słabnąc wiedza już ze przestaje działać mikstura
Frank wykorzystuje to i w 61 minucie walki zabija 2 najemników
na placu boju został już tylko Domel Medyk i Murmillo
Murmillo opracował pewien plan zgładzenia potwora
polegał on na poświeceniu się Murmilla
Ja odwrócę jego uwagę a Ty zdaj mu ostateczny Cios nie ma innego wyjścia musimy to zrobić inaczej przegramy
Nie mogę nie mogę pozwolić na to aby ginęły kolejne osoby
Musisz Panie w Tobie ostatnia nadzieje błagam zrób to inaczej cala nasza praca pójdzie na marne
Dobrze a wiec do dzieła
Murmillo rozpędzony uderza Frank N Steina w jedna z jego łap wytracając mu tym samym broń
Domel wie ze w nim cala nadzieja odrzuca tarcze którą dzierżył w lewej ręce łapie obiema rękoma za swój gladius i z pełna mocą atakuje Frank N Steina
atakuje go z taka złością i silą ze nie zauważa ze potwor już nie żyje Domel wygrał walkę niestety wszyscy jego kompani prócz Medyka zginęli
przygnębiony Domel siada obok pokonanego potwora i zaczyna płakać wie ze zrobił wszystko co w jego mocy aby go pokonać i zrobił to jednak dopuścił do tego ze zginęło wiele osób
nie może sobie tego darować
nagle cale laboratorium zaczyna się trząść sypie się ziemia lecą ogromne głazy Medyk zabiera Domela na powierzchnie
a Tam wielu mieszkańców sławi jego imię Domel uradowany szczyci się swoim osiągnięciem jednak mówi ze mogło zginąć mniej osób ale pozwolił poświecić się Murmillo aby zabić potwora
nagle ktoś łapię go za ramie i mówi nie martw się nadal jesteśmy tutaj
Bogowie których więził Frank N Stein wskrzesili wszystkich ludzi których zdołał zabić potwór
Domel z niedowierzaniem spoglądał na kolegów których niedawno jeszcze widział martwych w komnatach.
na cześć Domela wyprawiono wielka ucztę Domel jednak powiedział ze musi wracać do Rzymu skąd przybył
po chwili szczęśliwi mieszkańcy wręczają mu 5 kamieni takich samych jak przed miesiącami dostał od Pustelnika Domel dobrze wiedział co z nimi zrobić udał się wiec na brzeg rzeki do mężczyzny w łachach
obwieścił mu ze chce udać się do Rzymu wręczył mu Kamienie i po 10 minutach był już w swej ojczyźnie nie zwlekając ani chwili padł na kolana pocałował ziemie i udał się do pustelnika
potwory po drodze były dla niego pestka i umierały juz po 1 uderzeniu
Domel dotarł do pustelnika następnego poranka Pustelnik obwieścił mu ze dokonał on chwalebnych czynów
Synu dokonałeś wręcz niemożliwego zabiłeś potwora uwolniłeś Germanów od wszelkiego zła jakie tam panowało
gratuluje twoje imię zostanie wpisane na wielka kamienna tablice nikt nie zapomni o twoich jakże wspaniałych czynach
jedyne co mam to ten prastary talizman zwany również Ichorusem Honoru nos go zawsze przy sobie a każdy będzie wiedział kim jesteś
dzięki niemu posiądziesz jeszcze większą moc niż dotychczas
dziękuje odparł Domel i ruszył w dalsza drogę
Następnego dnia było tak ja zawsze Domel trenował zarabiał pracując w stajni i walcząc na arenie już nic nie mogło zachwiać równowagi świata a imię Domela sławił cały Świat






Opis pokonania Frank N Steina prawdziwa historia opisana na wlasnych doswiadczeniach
Domel - Domel1990 (jako pierwszy pokonal tego bossa na s13 )
mam nadzieje ze sie podobalo;)
1 minuta w micie odpowaida 1 rundzie walki w lochach:)

autor: doomel1990
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

9

Tuesday, June 2nd 2009, 9:17pm

W Rzymie około roku 43 p.n.e po śmierci Juliusza Cezara kilka ugrupowań wyzwolonych gladiatorów walczyło o władze :

Fanatycy pod wodzą -_Markosz_-

Brotherhood_Of_Death zarządzany przez MstrPER

TERRORYSTAN na czele którego stanął STEMPERINII

Walka o panowanie na poszczególnych terytoriach była bardzo zacięta,zjednoczeni i zgrani gladiatorzy gildii TERRORYSTAN przejeli chwilową władze i zajęli wszystkie porty,i fortyfikacje na wschód od Rzymu,na północy i zachodzie swoje rządy sprawowali dzielni i bohaterscy członkowie Brotherhood_Of_Death natomiast południe należało do Fanatyków…Pewnego dnia który zapowiadał się jak wszystkie inne Fanatycy postanowili zrobić porządek na serwerze zaczynając od ugrupowania zwanego TERRORYSTANEM…Najlepsi z najlepszych,najdzielniejsi z najdzielniejszych stali naprzeciwko siebie zapowiadało się niezwykle ciekawe widowisko,pierwszą walke stoczyli przywódcy,STEMPERINII wygrał…Markosz ostatnimi siłami wydał dalsze polecenia dla swoich wojowników i wtedy się zaczęło, niezwyle ekscytujące pojedynki oglądane z góry przez szykujący się do boju BOD zapierały dech w piersiach.Szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną strone,a raz na drugą…W pewnym momencie TRN uzyskał już znaczną przewage wtedy do walki dołączył BOD…Wrogie wcześniej gildie walczyły razem przeciwko zgranemu zespołowi ze wschodniej częśći Rzymu.Nikt nie chciał odpuścić gladiatorzy którzy się poddali zostali wydaleni ze składu i skazani na pręgierz,kiedy wojna była już w szczytowej fazie kluczowi gracze dostali bany za Basha…Łącznie zablokowanych było 16 graczy z 3 gildii…Szanse na zaprezentowanie się dostali nowi i mało doświadczeni wojownicy…Tym razem straty zaczął odrabiać TERRORYSTAN,natomiast zbanowani gladiatorzy zgłosili się do Operatora swojego serwera który uznał że muszą czekać do końca kary,gracze odwołali się do SGO BlackPearl i tłumacząc mu swoją sytuacje na froncie zgodzili się na odbycie kary w innym terminie,adorując SGO ruszyli do walki…Na polu bitwy pozostali już tylko nieliczni i najwytrwalsi yanek11 i MstrPER stoczyli ostateczne bitwy które zakończyły się ich zwycięstwem te walki przesądziły o losach wojennych…TERRORYSTAN został zgładzony przez BOD i Fanatyków…Pozostało już tylko 3 gladiatorów AssasinM reprezentujący Euro2012 oraz MstrPER i yanek11 pochodzący z ugrupowania numer 1 na serwerze…Wydawało się że losy Assasina są już już tylko w rękach tych dwóch świetnie wyszkolonych zawodników…Dali mu do wyboru poddać się lub zginąć. Assasin nie dał schańbić swojej gildii i stanął do walki,MstrPER miał zadać ostateczny cios kiedy ku obronie Fanatyka wyskoczył demoniusz z O.U I krzyknął :Zostawcie go!!Szanse stały się już bardziej wyrównane ale patrząc na poziomy obu par zdecydowanie większe szanse miał BOD…Stanęli do walki yanek miał mało HP lecz zdołał ranić demoniusza ten poległ,kolejne walki stoczyli przywódca TOP 1 oraz admin TOP 3…Assasin umarł,lecz chwała mu za odwage!O wyczynach tych gladiatorów z różnych link dowiedzieli się Smodzi forum tadzikkk, Ximarona i specjalnie dla poległych utowrzyli nowy temat Hala Sław Wojennych w którym dodawane były nazwiska dzielnych i umarłych zawodników.Władze na serwerze zachował oczywiście BOD ale w pamięci wsyzstkich pozstaną również Fanatycy i TERRORYSTAN…Chwała graczom którzy wiedzą co to jest honor!!!

autor: Herosi
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

10

Tuesday, June 2nd 2009, 9:17pm

W 5r p.n.e żył pewien gladiator o imieniu Einhin. Żył w małej wiosce zwanej gladiatus, którą cały czas nękał król o imieniu Zagrash. Wymordował on prawie wszystkich osadników żyjących w wiosce Einhina. W jednym najedzie Zagrash i jego armia zabiła matkę i ojca Einhina. Rok później Einhin stworzył swój oddział który składał się z wielu odważnych i silnych gladiatorów i ruszył na wioskę Zagrasha. Stoczył otwartą wojnę z nim ale niestety przegrał, nie został zabity lecz uwięziony w lochach na 5 lat. Po odbyciu tej kary kazano słuchać mu Zagrasha i wykonywać jego zachcianki. Jego złość i nienawiść do Zagrasha była tak wielka, iż nazajutrz ukradł miecz jednemu z ochroniarzy i wbił go w serce Zagrasha zabijając go. Einhina skazano na śmierć. Einhin przesiedział po swojej zbrodni jeden miesiąc w lochach i został spalony żywcem. Jego wioska nie zapomniała o nim i modliła się o jego dusze. Mówiono o nim w przyszłych pokoleniach. I tak historia o Einhinie i Zagrashu została zapamiętana na wieki.

autor: Maciej85
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

11

Tuesday, June 2nd 2009, 9:18pm

Forum Romanum było zatłoczone tego dnia do granic możliwości. Centrum miasta kipiało życiem, gdyż dziś odbyć miał się pojedynek dwóch najsilniejszych gladiatorów. Gapiów nie brakowało. Dwoili się i troili by móc z bliska ujrzeć pojedynek a także lico jednej z najpiękniejszych kobiet w krainie. Miała ona za zadanie zaprosić wszystkich zebranych do Koloseom oraz następnie uroczyście ogłosić rozpoczęcie walki.

Sheol jako córka najznakomitszego konsula w Rzymie posiadała dużo więcej praw niż inne kobiety. Bo która z dziewcząt nie chciałaby by dwóch najbardziej wytrwałych gladiatorów walczyło o jej względy? Odpowiedź nasuwała się sama. Zwykłe plebejuszki mogły tylko o tym pomarzyć. Sheol zaś znana tylko przez ogromne wpływy ojca pragnęła czegoś więcej, niż tylko rozgłosu i małżeństwa z przymusu. Od dzieciństwa marzyła o spokoju, a z upływem lat także o samodzielnym podejmowaniu decyzji. Szczególnie tych, które miały mieć wpływ na jej los. Przykładem mógł tu być wybór partnera... Większość znanych jej śmiałków była zbyt pewna siebie i zbyt zarozumiała, by móc wdawać się w dyskusje z kobietą. A tego brakowało jej najbardziej... Szczerej rozmowy i prawdziwej bliskości, takiej nie na pokaz.

Tegoż dnia kobieta odziana była w zwyczajną białą togę, przepasaną jedynie złotym sznurem. Kruczoczarne włosy upięte miała w kok, z którego wyciągniętych było tylko parę kosmyków dla ozdoby. Jej szafirowe oczęta błądziły po twarzach zebranych ludzi, a usta same kierowały ku nim pełen dobroci uśmiech. Ze swą nadzwyczajną urodą wyglądała jak bogini, która dopiero, co zesłana została na Ziemię, by uprzyjemniać życie zwykłym śmiertelnikom.

Sheol ostrożnie wchodziła po schodkach na mównicę. Nie wiedzieć czemu była dziś wyjątkowo nerwowa. Być może stresowała się nadchodzącą walką. Gdy już znalazła się na podium słowa gładko płynęły z jej ust jakoby ćwiczyła je setki razy.

- Witam Panów i Panie. Zgromadziliśmy się tu, jak już wiadomo, by podziwiać finałową walkę dwóch znakomitych gladiatorów. - Gwarny dotychczas tłum, pod wpływem aksamitnego głosu dziewki, teraz milczał, jakby zahipnotyzowany... - Proszę Państwa, przedstawiam wam Barthkka oraz Badmena, którzy zaszczycą nas dziś pokazem swej siły, zręczności oraz wytrwałości. Niech bogowie czuwają nad ich losem i mają ich w swej opiece, tymczasem zapraszam wszystkich na oficjalną walkę do Koloseum. - Sheol ukłoniła się nisko w stronę publiczności, następnie oficjalnie podała dwóm mężczyznom dłoń i życzyła powodzenia w pojedynku. Zebrana ludność ruszyła w kierunku głównego amfiteatru. Córka konsula natomiast nie poszła w ich ślady. Do rozpoczęcia widowiska pozostała jeszcze godzina, więc dziewczę ruszyło do Panteonu - świątyni wszystkich bogów, by w ciszy i spokoju przez chwilę całkowicie oddać się modlitwie. Nakazała nawet swym odwiecznie towarzyszącym niewolnicom, by tym razem nie podążały za nią, a czekały w Koloseum na jej powrót.

Gdy kobieta znalazła się już wśród malowideł i rzeźb znanych bóstw odetchnęła z ulgą i przyklękła na środku świątyni. Z zamkniętymi powiekami, pogrążona w modlitwie, nawet nie zorientowała się, że nie jest sama...

Barthekk po krótkiej przemowie pięknej patrycjuszki zamiast iść i rozgrzewać się przed walką postanowił odwiedzić główną świątynię, by poprosić bóstwa o dodatkową opiekę nad jego duszą. Kiedy jednak wszedł do budynku i ujrzał znajomą kobiecą togę tylko się uśmiechnął. Bezszelestnie podszedł do dziewczyny i przyglądał się jej skupionej twarzy.

- Dziwny zbieg okoliczności, Pani. Czyżbyś się modliła o mą klęskę czy wygraną? - Pewny siebie, męski głos sprawił, iż Sheol otrząsnęła się z transu. Powstała i z nie udawaną ironią odrzekła...

- Modlę się bezinteresownie, Panie. Co do wyniku walki jestem bezstronna. A teraz żegnam, gdyż spieszno mi. - Nieco wzburzona opuściła święte miejsce kierując się z powrotem do głównego amfiteatru. W tym samym czasie zaskoczony reakcją kobiety gladiator próbował skupić resztki uwagi na modlitwie, choć przed oczyma wciąż tkwiła przed nim twarz patrycjuszki, a w szczególności jej cudne szafirowe spojrzenie.

Pół godziny później ludność zgromadzona na trybunach skandowała na cześć wojowników walczących na cyrkowej arenie. Z początku pojedynek był dość spokojny i wyrównany, z czasem jednak stawał się coraz bardziej zacięty. Odgłosy uderzanego o siebie metalu rozbrzmiewały po całym polu walki. Spoceni i zakurzeni gladiatorzy jednak nie dawali za wygraną. Nawet ciężkie uzbrojenie nie przeszkadzało im w unikaniu ciosów czy też ich zadawaniu. W pewnym momencie, przez nieuwagę, Barthekk potknął się o wystający kamień, co o mało nie zaważyło o jego losie... Lecz w odpowiedniej chwili odzyskał równowagę i sprytnie, omijając obronę przeciwnika, zadał mu na tyle silny cios, iż Badmen runął na ziemię. W tej samej chwili stojący gladiator, korzystając z okazji, silnie przycisnął swój skórzany sandał do pancerza leżącego uniemożliwiając mu powstanie czy też ucieczkę. Wiedział, że właśnie w tej chwili pojedynek został rozstrzygnięty i to tylko przez czysty przypadek. Teraz los Badmena należał do zgromadzonej ludności... Bo zgodnie z tradycją widzowie mieli wpływ na los pokonanego gladiatora. Jeśli chcieli, aby zwycięzca darował mu życie, sygnalizowali to kciukiem uniesionym do góry. Kciuk skierowany w dół oznaczał śmierć. Rozglądając się dookoła Barthekk stwierdził, że ludność wiwatując i krzycząc większości unosi kciuki ku górze. Zwolnił więc uścisk i pomógł pokonanemu wstać. Mężczyźni wymienili grzecznościowe uściski dłoni i Badmen rzucając swą broń i tarczę do nóg wygranego, opuścił arenę ze spuszczoną głową i miną oznaczającą porażkę.

W tym czasie Barthekk w geście zwycięzcy uniósł swój drogi miecz ku górze i dumnie wypiął pierś w kierunku specjalnej trybuny, w której zasiadał cesarz, ze swoją świtą, w której składzie była owa dziewka przypominająca bogini. Cesarz powstał, a tym samym na arenie zapadła całkowita cisza...

- Dzielny gladiatorze! - Zaczął przemawiać donośnym głosem. - Chwała Ci za zwycięski pojedynek. Udowodniłeś sobie i nam swą siłę i odwagę. Śmiem twierdzić, iż chlubą dla naszego cesarstwa jest posiadanie takich wojowników. Mniemam także, że znasz zasady. Wybór nagrody należy do Ciebie. Możesz się zdecydować na wolność, bądź poślubienie tej oto damy... - Rzekłszy to skinął na Sheol... - A tym samym służenie w dalszym ciągu naszej republice.

Cisza wciąż trwała. Nikt nie śmiał jej zakłócić. Z każdą chwilą napięcie rosło, gdyż każdy oczekiwał na decyzję najpotężniejszego z gladiatorów. Sheol ponownie zaczęła się denerwować. Całą sobą, nie wiedzieć czemu, pragnęła, by osiłek wybrał pierwszą opcję. Nie chciała związku z tak zarozumiałym człowiekiem. Nie wiedziała jednak, że ten właśnie śmiałek będzie miał wpływ na jej przyszłość...

Barthekk patrząc w nieziemską piękność wiedział jaka zapadnie decyzja, zanim jego usta wypowiedziały: "Biorę kobietę i pragnę służyć republice." Celowo zwlekał z odpowiedzią, by udawać, iż nie może się zdecydować. Nie chciał przy całym zebranym tłumie i władcy wyjść na desperata pragnącego tylko i wyłącznie owego małżeństwa. Wprawdzie nie mijało się to ze słusznością tego stwierdzenia, gdyż tak właśnie było. Wolność nie dałaby mężczyźnie żadnej pozycji w mieście, czy państwie, natomiast zaślubiny z jedyną córką konsula miało swoje dobre strony, mianowicie... Posiadanie uroczej kobiety przy boku, sława oraz zapewniony dobrobyt. A oficjalne zaręczyny miały odbyć się już nazajutrz...

Sheol tylko westchnęła i zmrużyła zmęczone powieki, gdy ojciec oznajmił, iż po dniu pełnym wrażeń powinna wybrać się na spoczynek do term. Jak wiadomo w publicznych łaźniach można było zażywać różnych rozrywek... Znajdowały się tam nie tylko prysznice i baseny, ale także sale masażu, biblioteki oraz bufety. Kobieta z dwojga złego wolała wybrać się do czytelni, niż spędzić wieczór z wygranym gladiatorem. Nie kryła zdziwienia, gdy pojawiwszy się w pomieszczeniu pełnym ksiąg i zwojów, na ozdobnym fotelu dostrzegła siedzącego mężczyznę z bujną blond czupryną i niezwykle przenikliwym spojrzeniem. Dotychczas nie miała okazji dostrzec owego śmiałka bez uzbrojenia i miecza w dłoni, toteż o dziwo właśnie w tym momencie doszła do wniosku, że jest on nieprzeciętnej urody... Znajdując się w sytuacji bez wyjścia Sheol spoczęła więc na drugim siedzisku i jak przystało na damę przedstawiła się przyszłemu narzeczonemu.

Barthekk przerywając lekturę lekko skinął głową i uśmiechnął się do przybyłej kobiety. Był równie zaskoczony jej obecnością, jak i ona jego. Dziwna siła podkusiła go, by zaczął konwersację. Mogli równie dobrze zasiedzieć się czytając, ale takie rozwiązanie nawet nie przyszło na myśl ciekawskiemu i gadatliwemu gladiatorowi. Rozmawiali głównie o książkach, których jak się okazało, czytali całe mnóstwo... Dzieła Owidiusza i Wergiliusza nie były im obce. Najpierw wymieniali się poglądami na temat przeróżnych autorów, następnie przeszli do bardziej osobliwych pytań i odpowiedzi. Barthekk, mimo iż dopiero poznawał Sheol, czuł się jak gdyby znał ją od wieków. Nigdy w życiu nie był tak zadowolony jak dziś, gdyż całkowicie przekonał się, że podjął odpowiednią decyzję.

Patrycjuszka z nieukrywanym rozbawieniem wysłuchiwała opowiadań wojownika. Co i rusz obydwoje wybuchali gromkim śmiechem. Sheol doszła do wniosku, iż źle oceniła mężczyznę. Był na tyle dobrze wychowany, że nawet przeprosił ją za swe zachowanie i nieporozumienie, które zaszło w świątyni. Dziewka była gotowa stwierdzić, iż nawet mogłaby pogodzić się z zaistniałą między nimi sytuacją. W końcu przecież mogła trafić dużo gorzej...

Popołudnie wielkimi krokami zmieniało się w wieczór. Nie wiedzieć czemu dzień zbyt szybko zmierzał ku końcowi. Radosna atmosfera jednak nie opuszczała pary. Urokliwy czar wciąż tkwił nad nimi, nawet w chwili, gdy musieli się pożegnać. Oboje nie mogli doczekać się jutra, pojutrza, a także kolejnych dni. Te wspólne parę przegadanych godzin sprawiło, iż między Barthkkiem a Sheol powstała nić porozumienia, która mogła z czasem przekształcić się w coś znacznie poważniejszego.

Nazajutrz przed urządzanym przyjęciem na cześć nowej pary panowało lekkie napięcie. Ludność jak poprzedniego dnia zebrała się w centrum miasta, by móc zobaczyć zaręczyny córki konsula z przystojnym gladiatorem. Wielkie wydarzeni zawsze miały związek ze znanymi osobistościami, więc tematów do plotek plebejuszom nie brakowało. Jakiś czas później Sheol i Barthekk stali dumnie uśmiechając się do publiczności. Po dość krótkiej ceremonii, rodziny owej pary miały spotkać się na kolacji w celu przedyskutowania terminu ślubu. Każdy ważniejszy reprezentant republiki podążał właśnie do swych niewolników, by w lektyce odbyć podróż do miejsca zebrania i posiłku... Gdyby nie nagłe pioruny, ciemność i dziwny skowyt, doszłoby zapewne do spotkania patrycjuszy, lecz najwidoczniej nie było im to dane.

Sheol ze swym partnerem już niemal byli przy lektyce, gdy zaniepokoiła ich nagła zmiana pogody. Spojrzeli po sobie zaskoczeni, a chwilę później dowiedzieli się co tak naprawdę miało miejsce. Błękitne dotychczas niebo stało się atramentowe, a piskom jakie wydawały z siebie nadlatujące ku nim stworzenia, przerywały jedynie regularne grzmoty. Gdy uskrzydlone istoty były niemal na ziemi, Barthekk rozpoznawszy, iż zbliża się do nich stado rozwścieczonych harpii, zasłonił całym ciałem drobną Sheol. „Nic Ci nie grozi, ukochana.” - Tylko tyle zdążył wyszeptać, zanim największy ze stworów wyszedł na przód całej hordy i swym wysokim, piskliwym głosem zaczął recytować...

Potężne miasto, Rzym nasz wspaniały
Pełen dotychczas śmiałków i chwały,
Powinien dostać nauczkę godziwą,
Więc poruszę pewną kwestię tkliwą...
Potrzeba nam gladiatora mężnego,
Który udowodni siłę państwa swego.
By zamierzenia nasze kresu dotrwały
W niewolę piękną damę byśmy zabrały.
Umieściły w lochach pod siedmioma zamkami,
By na siedmiu wzgórzach ktoś się zmierzył z zadaniami.
Gdy już każdy klucz osobnik zdobędzie,
Obiecujemy, iż kobieta znów jego będzie.
Wtedy też wasze cesarstwo godziwe
Pod protekcją będzie przez harpie sędziwe.
Obiecujemy przed wszystkimi bogami,
Iż słowa nasze zgodne z czynami.
Tymczasem na nas przyszła pora...
Oby wytrwały człek się z misjami uporał!


Grymas jaki zagościł na twarzy przywódczyni harpii po owej przemowie był najobrzydliwszym widokiem jaki mogło oglądać ludzkie oko. Przemierzając tłum stworzenie było coraz bardziej podekscytowane, gdyż radośnie trzepotało skrzydłami, chichocząc przy tym w sposób iście odrażający. Wzrok stwora spoczął na najbardziej interesującej, odświętnej todze, w którą odziana była, ze względu na okoliczności, Sheol. Zbliżając się do niej coraz bardziej, harpia nagle poderwała się i pochwyciła kobietę w swe szpony, zanim ktokolwiek zdążył zareagować. Stado towarzyszące swej władczyni, posłusznie podążyła za nią i wzbiła się w górę, ku zachmurzonemu niebu...

Nim Barthekk zorientował się w sytuacji, było już za późno. Wybranka jego serca prawdopodobnie w tejże chwili miotała się i krzyczała, by uwolniono ją z rąk tych okrutnych istot. Słońce ponownie zalało swymi promieniami dziedziniec miasta, a zebrana ludność szeptała nerwowo, wpatrując się przy tym w gladiatora i ojca porwanej dziewki. Bezradny wojownik zaczął uspokajać przyszłego teścia i obiecał, iż za kwadrans będzie gotów do drogi i zmierzenia się z każdą przeszkodą. Najważniejsze było, by Sheol nic się nie stało, by wróciła do miasta cała i zdrowa. Poza tym Barthekk nie śmiałby zostawić ukochanej w szponach tych bestii, ani poryć hańbą swego imienia, czy też dobrej sławy Rzymu.

Mężczyzna z całym ekwipunkiem wyruszył na najbliższe ze wzgórz, które miała na myśli harpia. Palatyn otoczony był przez gęsty i dziki las. Jak było wiadomo na samym jego szczycie znajdowała się świątynia poświęcona bogini Weście. Była ona opiekunką i obrończynią domowego ogniska. Być może miało to jakiś związek z zadaniem, które czekało na mężczyznę, bądź święty obszar był miejscem ukrycia pierwszego klucza. Domysłom nie było końca, a czas ponaglał. Wspinając się coraz wyżej, drogę Barthkka zasłoniła dość pokaźnych rozmiarów tarantula. Nie czekając na cokolwiek, zwierzę wojowniczo uniosło owłosione odnóża. Gladiator szybko pochwycił swój miecz i ledwo wyciągnął go z pochwy a już zaczął zadawać ciosy. Szybko poszło. Bohater odetchnął, gdyż przeciwnik nie był nadto groźny. Spieszył ku ozdobnej świątyni i zdziwił się, gdyż przy samym wejściu wyszczerzał do niego kły, rozwścieczony wilk. Rzucił się na śmiałka, zostawiając pazurami, na jego ramieniu, dość głębokie zadrapanie. Wystarczyła chwila szamotaniny, by ciało dzikiego zwierzęcia leżało bezwładnie u podnóża schodów. Barthekk puścił się biegiem do wnętrza świątyni, a tuż nad ołtarzem poświęconym bogini, ujrzał miedziany klucz, który wisiał tam niczym na niewidzialnej nici. Czym prędzej pochwycił go i bezpiecznie ulokował w swej sakwie, która wisiała przy jego boku.

Następnym celem mężczyzny był Awetyn. W drodze na szczyt musiał pokonać panterę oraz lwa. Jak zdążył się domyślić każde wzgórze kryło wiele niebezpiecznych stworzeń. Lecz to wcale nie przeszkadzało nieustraszonemu gladiatorowi. Był gotów oddać własne życie w przekonaniu, że zrobił wszystko, by tylko ocalić i uwolnić Sheol. Kiedy pośród ogromnych kamieni odnalazł kolejny, tym razem brązowy klucz, odczuł czyjąś obecność... Ku jego przerażeniu czy też ogromnemu zdziwieniu, stała przed nim piękna kobieta. Biła od niej dziwna, jasna poświata, a w dłoniach trzymała bladoróżowy kwiat lotosu.
Panie, śmiem twierdzić, iż bogowie wciąż mają Cię w swojej opiece. - Głos, który słyszał Barthekk wcale nie wydobywał się z nieruchomych ust kobiety, lecz rozbrzmiewał w jego umyśle... - Jam Cerera, bogini świata roślinnego oraz poniekąd świata zmarłych. Przyjmij ten oto kwiat, który jest symbolem czystości i odrodzenia. Za każdym razem, gdy przyłożysz go do rany, ta w mgnieniu oka zagoi się... - Tu boginka wymownie spojrzała na zakrwawione ramię wojownika i chwilę później znikła, zostawiając leczniczą roślinę w dłoniach Barthkka. Ten z kolei od razu otarł nią okaleczenie, które zgodnie ze słowami Cerery, zagoiło się, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu...

By zdobyć srebrny klucz na wzgórzu Celius odważny człek musiał pokonać potężną kobrę oraz tygrysa. Do każdego kolejnego pojedynku, jak słusznie zauważył śmiałek, musiał przykładać coraz więcej uwagi, siły i energii. Nic nie było takie łatwe, na jakie mogło wyglądać.

Zmierzając na szczyt Eskwilinu, Barthekk musiał zmierzyć się z dość podmokłym i bagnistym terenem. Zdobywając złoty klucz odniósł zwycięstwo nad zabójczym krokodylem oraz niedźwiedziem. Podążając, by wykonać kolejne misje znów spostrzegł nad sobą oślepiający niemal blask. Tym razem kobieta, którą napotkał na swej drodze przedstawiła się jako bogini Minerwa. Jak daleko sięgał swą wiedzą, pamiętał, że była znana jako opiekunka rzemiosła, ale przede wszystkim jako boginka mądrości. Teraz także otrzymał podarek. Była to lilia, znana jako kwiat chwały, majestatu oraz królewskości. Roślinka miała dodać mu nieco charyzmy, ale też pewności siebie oraz siły na dalszą wędrówkę.

Podróżując na Wiminal, Barthekk rzeczywiście stwierdził, że za pomocą kwiatu nie odczuwa już takiego zmęczenia, jak poprzednio. Zbliżała się noc, a wojownik nieco wyczerpany postanowił zregenerować swoje siły. Wybrał najbliższą z jaskiń i pragnął się w niej trochę zdrzemnąć, przed dalszą drogą. Gdy wszedł do groty ogarnął go mrok. Kiedy już oczy przywykły do ciemności mężczyzna spostrzegł, iż nie jest sam... Dojrzał wyraźne zarysy jakieś postaci. Później dobiegł go usypiający, cichy śpiew. Resztkami świadomości, zdał sobie sprawę, iż dał się prawdopodobnie wplątać w sidła nimfy. Śmiertelne, lecz długowieczne boginki niższego rzędu opiekowały się miejscami, które zamieszkiwały. Przy drobnych okazjach uwodziły też mężczyzn... Niestety jednymi z miejsc, w których były spotykane owe piękności były właśnie lasy, wody i groty. Mrużąc oczy i oddając się błogiemu stanowi, Barthekk ujrzał tylko malinowe usta kobiety, zbliżające się do niego nieuchronnie... W tymże też momencie, nim zdążyło do czegokolwiek dojść, euforia ustała i dało się słyszeć jedynie piski dziewczyny. Obezwładnione ciało mężczyzny znów zaczęło normalnie funkcjonować, dzięki czemu szybko powstał i nerwowo zaczął szukać sprawcy zamieszania.

- Tak, tak kochasiu... Wiedziałem, że prędzej czy później tak się stanie, iż jakaś przebiegła nimfa Cię uwiedzie. Sporo ich w tychże stronach... Dobrze, że znalazłem się tu w porę. - Wojownik dostrzegł tylko zarysy postaci, ale wszak jego słuch był nieomylny. Ten charakterystyczny głos należał do nikogo innego jak do Badmena. Nie było już czasu na zbędne ceregiele, czy pytania. Trzeba było ratować Sheol. Podążając na szczyt Wiminalu, Barthekk dowiedział się, że jego towarzysz zaniepokojony o przebieg wydarzeń postanowił wyruszyć mu na pomoc. Gladiator wcale nie miał niczego za złe drugiemu mężczyźnie, bo być może gdyby nie on, doszłoby teraz do nieodwracalnych i haniebnych czynów w jaskini... Wojownicy doszli do porozumienia i kolejne wzgórza zamierzali już odwiedzić razem. Jak się mówi... Co cztery ręce to nie dwie... Na Weminalu zdobyli platynowy klucz, pokonując przy tym parę szkieletów i zombie... Potwory pojawiały się w podwójnych ilościach, jakoby los już dużo wcześniej wiedział, że przybędzie nowy uczestnik wyprawy.

W czasie, para gladiatorów na wzgórzu Kwirynał zmierzała się z minotaurami i olbrzymami, Sheol uwięziona w lochach rozpaczała nad swą dolą. Ciemne i zimne wnętrze pomieszczenia przyprawiało ją o dreszcze. Mimo iż spędziła dopiero dobę w tymże cuchnącym miejscu, pragnęła jak najprędzej znaleźć się w domu, w Rzymie, przy boku ukochanego. Choć warunki i okoliczności były niesprzyjające, młoda dama ani przez sekundę nie wątpiła, że jej wybawca niedługo przybędzie i uwolni ją z tego koszmaru.

Zdyszani wojownicy zdobyli bursztynowy klucz. Czekało ich jeszcze jedno zadanie, prawdopodobnie najtrudniejsze. Wierzyli jednak, że wspólnymi siłami wytrwają i pokonają wszelkie zło. W dalszej drodze jednak przeszkodziła im, znana tylko Barthkkowi, świetlista poświata. Była ona jeszcze bardziej wyrazista niż poprzednie. Zdumiony Badmen zaniemówił i zaciekle wpatrywał się w zjawiskową kobietę. Tym razem swą obecnością zaszczyciła ich najpotężniejsza z boginek. Żona samego Jowisza, Junona. Znana była jako geniusz opiekuńczy kobiet. Przekazała ona w ręce Barthkka piękną czerwoną różę. Dość zwięźle opowiedziała historię pojawienia się na świecie owego kwiatu, którą znał każdy przeciętny Rzymianin. Mianowicie róża powstała razem z boginią Wenus, z tej samej piany morskiej. Wenus czczona jako bogini miłości sprawiła, że ten kwiat także był symbolem owego uczucia. Zaskoczony gladiator zrozumiał, że powinien zatrzymać podarek i przy najbliższej okazji przekazać go wybrance swego serca. Pełen wiary i nadziei podziękował Junonie za wsparcie bóstw i ze swym towarzyszem ruszył do ostatniego celu...

Wspinając się na ostatnie ze wzgórz mężczyźni zastanawiali się co za potworności mogą jeszcze na nich czekać. Wbrew kolejności wędrowcy skierowali się najpierw na południowy wierzchołek Kapitolu. Ta część wzgórza nazywana była Capitolium i znajdowały się tam trzy najważniejsze świątynie w Rzymie... Poświęcone czci Jowisza, Junony i Minerwy. W tamtym miejscu śmiałkowie napotkali barbarzyńców, bandytów oraz piratów, którym musieli stawić czoła. Z nieukrywaną zręcznością dźgali kolejno poszczególne kreatury, a te martwe padały na ziemię. Uśmiercając rozwścieczoną bandę, wojownicy mieli nadzieję, że zaraz dotrą do kolejnego klucza. Spenetrowali wszystkie świątynie, niestety, bez rezultatu.

Nieco zawiedzeni ruszyli na Arx, tym razem południowy wierzchołek Kapitolu. Znajdowała się tam cytadela służąca za dominującą twierdzę miasta. Docierając do owego punktu Barthekk i Badmen aż ustali z wrażenia, gdy zobaczyli przed sobą wielkiego trzygłowego psa. Cerber wpatrywał się w nowoprzybyłych i warcząc oczekiwał na jakiś gest bądź ruch z ich strony. Na kolczastej obroży zdobiącej szyję stworzenia wisiał mieniący się, diamentowy klucz. Trzy pary oczu zwęziły się i warczący zwierzak ruszył ku mężczyznom. Piana z pysków wściekłego psa co i rusz kapała na ziemię.

Gladiatorzy postanowili rozproszyć uwagę stwora i każdy z nich zaatakował po jednej z zewnętrznych głów. Zdezorientowane stworzenie nie wiedziało na kim dokładnie ma się skupić. Wykorzystując okazję wojownicy niemal równocześnie zamachnęli się i swymi mieczami celując w oczy cerbera, oślepili go. Został tylko jeden łeb do oszołomienia. We dwójkę mężczyznom było dużo łatwiej atakować. Barthekk poczuł się zobowiązany do samodzielnego pokonania potwora, więc powstrzymując Badmena, sam stanął naprzeciw trzygłowej kreatury. Widział jak szczęki psa wściekle zaciskają się, a wargi nerwowo drgają. Potężne łapska rzuciły się na wojownika, lecz ten zwinnie uniknął ciosu. Z nadludzką prędkością gladiator uniósł miecz i trafił nim w samo serce zwierzęcia. Wielkie cielsko bezwładnie padło na ziemię, a śmiałek dokończając swe dzieło natychmiast chwycił błyszczący klucz...

Sheol cicho łkała, gdy usłyszała dziwne szmery. Ktoś lub coś nieuchronnie zbliżało się do miejsca, w którym przebywała. Kiedy tylko ujrzała tą znaną blond czuprynę, natychmiast rzuciła się do zakratowanego wejścia. Bez żadnych przeszkód Barthekk otworzył zamki i uwolnił swą kobietę, z owego okropnego pomieszczenia. Para rzuciła się w swe ramiona, ogromnie ciesząc z tego, że koszmar nareszcie dobiegł końca. Jak się później okazało, gladiator chwytając klucz został teleportowany do samych lochów cytadeli. Do tej samej, która tkwiła na wzgórzu Arx. Wychodząc z twierdzy czekała ich ogromna niespodzianka... Nie wiedzieć skąd i czemu przybyli mieszkańcy miasta, cesarz wraz ze świtą oraz chmara harpii. Niezmierna radość zapanowała na widok gladiatora, który odniósł podwójne zwycięstwo. Udowodnił swą siłę, zręczność, inteligencję i charyzmę. Wykazał się też zaawansowaną umiejętnością władania bronią, a przede wszystkim wyeksponował swą budowę fizyczną. Harpie zgodnie z obietnicą postanowiły służyć republice, cesarz z dumą chlubił się obydwoma wojownikami, a ludność Rzymu nie przestawała wiwatować...

Parę dni później, gdy emocje opadły, Barthekk i Sheol mogli spokojnie ustalić datę ślubu. Badmen został wyróżniony przez samego władcę i dzięki temu wstąpił w szeregi armii republiki. W rzymskim legionie służył jako piechur i niebawem można było podziwiać go z przyzwoitym mieczem przy boku.

Do pewnego dnia nic niepokojącego nie miało miejsca... Do pewnego, gdyż... Barthekk kładąc się spać nie wiedział jaka okropna wizja go nawiedzi. Odpływając w krainę snu znalazł się w ciemnym i iście zimnym miejscu. Rozglądając się dookoła gladiator nie był w stanie stwierdzić gdzie jest, do momentu aż usłyszał donośny i dość ironiczny głos.

- Jam Master Kavar, stoję po prawicy władcy świata podziemnego, Dis Patera. W imieniu mego Pana twierdzę, że to jeszcze nie jest koniec. - Rzekłszy to, na twarzy mężczyzny można było dostrzec złośliwy uśmiech. Chłód, który przy tym towarzyszył był niewyobrażalny i przenikliwy niemal do samego szpiku... A najgorsze było to, iż za plecami przemawiającego stał szczerzący kły cerber... Gdy pies wydał z siebie ogłuszający ryk, Barthekk wyrwał się z nocnego majaku. Sen wydawał się być tak realny jak nigdy dotąd... Na szczęście gladiator wiedział, ze wytrwałość, siła oraz miłość to te cechy, które pozwalają przezwyciężyć każdą przeciwność losu i przeszkodę. Dlatego też nie przejmując się ową wizją ponownie zasnął...

autor: Xaliara
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

12

Tuesday, June 2nd 2009, 9:18pm

Było to czasów gdy w tym niegdyś młodym świecie panowało trzech władców.A byli to wielcy Władcy 3 Rzymskich tronów. A imiona ich przeboskie brzmiały jak tysiące chórów Anielskich przez Samego Zeusa zesłane : Tadeuszus, Sheolinia, i jakże wielki Bartkkkomemusz. Żyło to tak trzech wielkich królów, przez długie czasy, sięgające wielkich wojowników jak Sinistrati czy nawet o jakże wielki Venom. A Bogowie powiadali że większych wojowników rzymska kraina nie widziała.Trzech Wielkich Władców, przechadzając się po różnych stworzonych przez Bogów arenach, nagradzal tych, którzy dzielnie wymachiwali swym orężem a karali tych w któych oczach czaił się podstęp, i niegodność. A władza ich panuje do dziś a gdy są to już starzy władcy, mimo licznych swych potyczek, żyli w zgodzie i ładzie panując nad Imperium rzymskim. Jednak liczyli lat oni już tylę, że nie dawali rady panować aż na 18 dzisiejszych arenach. Ogłosili więc tak oto brzmiące ogłosznie:
~Imperium Romanum~
Taka jest wola Naszych Władców.
W trzy niedziele po obecnej, w zamku Naszych Królewskich Mości odbędzie się turniej, w którym laueraci będą pomagać Trzem Władcom panować nad Arenami, a każdy z nich dostanie po 1 z Aren na której ogłoszą ich mistrzami.

Taka było życznie Tadeuszusa, który jako pierwszy zaczął niedomagać, ponieważ był on władcą najstarszym, i najmężniejszym. Tysiące Rzymian przyszło , przygalopowało na turniej, ogłoszonym tak, na pozwolenie Bogów. A tak brzmiała wola Wielkich Władców. Krwawe potyczki, obserwowane były przez Wielką Trójcę, ale i Bogowie raczyli zesłać swoje
błogosławieństwa na gladiatorów. Walki trwały trzy noce, i trzy poranki. Tadeuszus, Bartekkkomeusz i Sheolinia wybrali jednak tych, którzy panować będą nad 18 arenami A imiona szlachetne ich brzmiały :Badmeniusz , Otkeniusz , Mateusznios , Druzus , Urukioria , Viviannea , Wormskikkkus , Yanekkeusz , Zanneusz .
Tak oto sprawowali władzę i wspomagani przez bogów, Kierowali swym ostrzami tam, gdzie było to konieczne. Wielka Trójca wspomagana przez swoich pomocników Bożych, Panuję do teraz i Błogosławieni przez Bogów trwać będą, długo.

autor: GaL3N
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

13

Tuesday, June 2nd 2009, 9:19pm

...Był rok 2008, Rzym. Noc spowiła już całe miasto. Zewsząd słychać było świst wiatru i dźwięk kropli deszczu rozbijających się o dachy budynków. W tawernie panował ponury nastrój. Ludzie przy stolikach rozmawiali tylko o jednym, wielkim, czarnym wilku, który zabijał co kilka dni mieszkańców miasta. Wielu miejscowych wojowników próbowało zgładzić bestię ale żaden z nich nigdy nie wrócił już z mrocznych lasów.
Nagle, rżenie koni, i dźwięk kół wozu toczących się po drodze przerwał głuchą ciszę. Drzwi tawerny otworzyły się z hukiem, i w progu pojawiła się postać mężczyzny. Wszyscy obecni zamilkli, patrząc się na przybysza. Był to wysoki, silnie zbudowany młodzieniec, ubrany w długi, ciemny płaszcz po którym spływały krople deszczu. Jego twarz, mimo iż młoda nosiła na sobie liczne rany odniesione w walce. Wyraz jego twarzy sprawiał, że nikt nie miał odwagi przerwać milczenia. U jego boku pobłyskiwał krótki miecz, na którym znajdowała się świeża krew. Mężczyzna ruszył wolnym krokiem w stronę baru. Podszedł do gospodarza i powiedział:
–Chcę przenocować tu dzisiejszy dzień.
–Mam jeden wolny pokój ale wynajęcie go będzie cie kosztować 1000 złotych monet, a nie wyglądasz na kogoś kto posiada pieniądze –ogłosił gospodarz.
Przybysz spojrzał na niego takim wzrokiem, że ciarki przeszły po plecach starego gospodarza. Mężczyzna obrócił się na pięcie i wyszedł. Wszyscy pomyśleli, że zrezygnuje z pokoju i ruszy w dalszą podróż. Jednak po chwili znów pojawił się w drzwiach gospody. Wkroczył do środka z czymś wielkim, czarnym na plecach. Z początku nikt nie wiedział co zwisa z barków przybysza, aż do chwili w której młodzieniec podniósł ciało i rzucił je na podłogę przed gospodarzem. Po tawernie przeszły szmery wyrażające przerażenie i niedowierzanie. Na podłodze spoczywało ciało wilka, tego samego, który zabijał miejscową ludność. Na jego pysku można było zobaczyć dwie rzeczy: zmęczenie i ból.
-Czy to wystarczy na pokój? –Spytał chłodnym głosem przybysz.
-Tak –odparł gospodarz wciąż wpatrując się w zwłoki.
–Pokój jest na górze- dodał.
Gdy mężczyzna ruszył w stronę schodów, ponownie zabrzmiał głos gospodarza.
–Może zostałbyś na dłużej w naszym mieście. Jesteś wielkim wojownikiem, a niedaleko stąd znajduje się obóz bandytów i barbarzyńców którzy nękają nas ciągłymi najazdami. Są tu również skrzydlate potwory, które zagnieździły się w naszej świątyni, przez co nie możemy korzystać z naszego świętego miejsca. Oczywiście zapłacimy ci za pomoc.
–Może –Odpowiedział przybysz.
–A jak brzmi twoje imię? –spytał właściciel tawerny.
-Mów mi Templariusz2008.
Taki był początek świetności Rzymu na 13 serwerze.
Templariusz2008 został, zapewniając bezpieczeństwo miastu. Wkrótce zjawili się inni gladiatorzy, którzy słyszeli o okolicznych potworach i bandytach, chcąc zmierzyć się z nimi. Do miasta przybyli również handlarze z różnych stron świata. Rzym się rozrósł, stając się stolicą Italii. Templariusz2008 założył szkołę gladiatorów, którzy mieli w przyszłości zapewnić bezpieczeństwo miastu. Jednak wyjechał On po kilku latach i już nigdy nie wrócił.
Podobno widziano go w inny krajach: Germanii i Afryce, zdobywając sławę w walce z tamtejszymi potworami i zbójami. Również i tam po pewnym czasie słuch o nim zaginął. Jedni mówili, że poległ w walce, inni że zmęczony ciągłymi walkami osiadł gdzieś daleko od ludzi i problemów. Jednak była również niewielka grupa ludzi, która na pytanie, co stało się z wielkim Templariuszem2008 Odpowiadała jednym, krótkim zdaniem
–Jeszcze usłyszymy o jego nowych, wielkich czynach...

autor: ddd
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

14

Tuesday, June 2nd 2009, 9:19pm

Dawno, dawno temu , za górami za lasami była sobie kraina Italia. Do tej krainy przybył niepozorny kupiec o imieniu Dreaxe.Trafił do tej krainy całkowicie przypadkowo. Jego charakter można określić jako "dawaj kasę" albo "a mi to rybka", czyli poprostu człowiek bez honoru.
Pewnego słonecznego dnia, kiedy Dreaxe jechał do Rzymu natknoł się na potyczkę pomiędzy barbarzyńskimi oddziałami prowadzonymi przez Króla Ottona 0 , i rzymskimi centurionami.Walka była dość długa. Dreaxe będąc tchórzem starał się ominąć pole bitwy , uciekając wykrzyczał tylko kilkasłów. Auuuuuuuuuu...
Trafiony strzałą prosto w serce Dreaxe poległ.
- Hej gdzie ja jestem?
- Jakto gdzie? U mnie w domu. Jestem czarodziejem i mam na imię Harry.
- Słucham?
- Zostałeś zabity ale uznałem że powinieneś zostać wśród żywych. mam do ciebie prośbę...
- Ile?
- Nie chodzi mi o pieniądze. tutaj wszyscy myślą że jestem dziwakiem. A potrzebne mi są 7 pieczęci które morzesz znaleść na całym świecie.
- Ja moge znaleść?
- Widze że jesteś silnym wojownikiem i...
- Co za to będe miał?
- Zmartchwystałeś dzięki mnie! Chyba powinieneś się jakoś odwdzięczyć.
- No dobra co mam robić?
- Przynieś mi 7 pieczęci Bogów które znajdziesz na całym świecie. Pieczęć cesarza, pieczęć mistrz areny, pieczęć mistrza gildii , pieczęć Zagrasha, Pieczęć piekła , Pieczęć Zeusa oraz pieczęć Władcy.
- Aha ... jedno pytanie mi się nasuwa ... gdzie my jesteśmy?
- W moim domu . W Rzymie.
Po rozmowie Dreaxe ruszył w drogę. Dostał na nią od harrego 700 sztuk złota. Odrazu wszedł do sklepu aby kupić trochę żywności. Nagle pośród budynku zdało się usłyszeć krzyk : "aaaaaaa pomocy złodziej" . Osoba ubrana identycznie jak Dreaxe uciekała w stronę muru. Następnie wejdąc po drabinie na mur złodziej uciekł z miasta. Właściciel sklepu uznał że
to właśnie Dreaxe okradł jego sklep trzymajac pod płaszczem kilka bochenków chleba i jabłek.
- Pójdziesz z nami.
-Nieeeeee.... To nie ja.
Dreaxe obudził się w ciemnym lochu. Obudziły go dźwięki krzyków, płaczu i wrzasku.
- Wstawaj !. Krzyknoł jeden ze strażniów do jednego z nowych więźniów.
- Co jest? Powiedział Dreaxe.
- Zostałeś oskarzony o kradzież i zostajusz tu, na arenie. Zostałeś gladiatorem. Zaraz odbędzie się twoja pierwsza walka. Powiedział straznik.
- Hej! Nowy ma wyjść na arenę. Powiedział mistrza areny. Po tych słowach wrzucono go na arenę. Zagubiony między innymi ludźmi starał się zchować za leżącą na ziemi tarczą. Lecz zauważył go masywny mężczyzna z olbrzymim toporem w ręku, i krzyknoł : "GIŃŃŃ!!".
Dreaxe obudził się w domu lekarzaktóry badał jego ranę. opowiedział Dreaxowi całą historię. Dreaxe dowiedział się że znaleziono sprawcę przestępstwa a on może wyjść na wolność. Teraz po opatrzeniu nasz bohater wyruszył na dalsze poszukiwania. Na drodzę spotkał pewnego chłopca bijącego swojego kota.
- Hej zostaw tego kota! Zrobisz mu krzywdę!
- ARGHHH!! O to chodzi!
- Co on ci zrobił.
- Jak to co? Powiedział chłopak i ponownie kopnoł swojego kota. Po tym Dreaxe odepchnoł natręta ,a ten upadł na ziemię. W tym samym czasie kot zdążył uciec.
- Mój kiciuś! Uciekł! . Walcz jeśli jesteś tego godny!
Walka skończyła się po chwili porażką chłopca.
- Dobra wygrałeś bo ci pozwoliłem. Jestem Pomorski. Ide zaraz do tawerny porozmawiać z gospodarzem.
- Idę z tobą. Powiedział Dreaxe.
Po wejściu porozmawiali z karczmarzem. wzieli zadania polegające na zdobyciu Gladiusa i Tarczy tytanowej. Pomorski powiedział Dreaxowi o wyprawie do mrocznego lasu. Ma iść tam ze swoją gildia TheElderScrolls. Gdy przyszedł mistrz gildii Przemek.. zaprosił Dreaxe do gildii . Po godzinie wszyscy członkowie gildii ruszyli do mrocznego lasu, bowiem tam mają rozprawić się z Królem Gustawem. Droga wcale nie była długa i trudna.Gdy doszli na miejsce rozprawili się z kilkoma bandytami, następnie poskromili stado meduz, zabili dziki i pokonali niedźwiedzie. Na końcu drogi spotkali główny cel wyprawy - króla Gustawa. Siedział na swoim wspaniałym koniu i zaatakował śmiałków.
RUNDA 1
Przemek.. uderza Króla Gustawa ale chybił. Pomorski uderza skutecznie i zabiera Gustawowi spoko życia. Król Gustaw atakuje Kolier i chybi. QXXXQ trafia Króla i zadaje mu sporo obrażeń.
RUNDA 2
Przemek.. uderza Króla Gustawa ale chybił. Pomorski uderza skutecznie i zabiera Gustawowi spoko życia. Król Gustaw atakuje Kolier i chybi. QXXXQ trafia Króla i zadaje mu sporo obrażeń.
RUNDA 3
Przemek.. uderza Króla Gustawa i trafia go. Pomorski uderza nieskutecznie. Król Gustaw atakuje Kolier i chybi. QXXXQ trafia Króla i zadaje mu sporo obrażeń.
RUNDA 4
Przemek.. uderza Króla Gustawa ale chybił. Pomorski uderza skutecznie i zabiera Gustawowi spoko życia. Król Gustaw atakuje Kolier i chybi. QXXXQ trafia Króla i zadaje mu sporo obrażeń.

*Pół godziny później*

RUNDA 168
Dreaxe atakuje Króla gustawa i skutecznie go osłabia. Król Gustaw już bardzo osłabiony , nie trafia Dreaxe.
RUNDA 169
Król Gustaw umiera

Po pokonaniu króla Gustawa bohaterowie weszli do jego posiadłości na zboczu góry. Dreaxe znalazł swojego gladiusa, a pomorski tarczę. Niestety nie mógł jej unieść więc dał ją swojemu najemnikowi który ją poniósł. Dreaxe na stole w pokoju Gustawa znalazł dziwny klucz, ciekawą mapę, i jakąś kartkę z opisem mapy. Po powrocie do miasta pokazał wszystko Harremu. Powiedział mu że to jest klucz do Fortu Zagrasha, najwiękego obozu barbarzyńców w Italii. Powiedział mu także o tym że jest tam Pieczęć Zagrasha. Musi ją zdobyć aby odwdzięczyć się Harremu. Dreaxe poszedł na arenę trochę powalczyć z innymi i zdobyc złoto. Weszedł na ligę widowisk. Na szycycie jak zwykle same szychy : mistrzNaruto93232, SuperExtraMegaExtremeGladiator, Eninem, FuBu, i piąty TrenerPokemonz... . Dreaxe doszedł do pierwszego gladiatora i wyzwał na pojedynek. Po krótkiej walkce z bartekusXd342 poległ. Przez długi czas jeszcze chodził po arenie i wyzywał na pojedynki innych ale zawsze przegrywał. Postanowił pójść na rynek po uzbrojenie. Jak zwykle na miejscu można było znaleść dużo handlarzy. Hałas dochodzący z rynku był ogłuszający. Znalazł tu setki targujących się ludzi, pogawędki i handel dobrami z całego świata. Na pierszym straganie kupił nową broń : Długi miecz zwalczenia. Potem zakupił Centurio, buty z nićmi, 2 pierścienie i amulet, oraz drewnianą tarczę. Postanowił wrócić na arenę i znowu trochę powalczyć. Gdy nadeszedł mrok Dreaxe był już wysko w statystyce areny. Przenocować poszedł do siedziby gildii.
Następnego dnia Dreaxe udał się znowu na arenę.Spotkał na niej gladiatora o imieniu mathes152. Dość nietypowy wygląd wskazywał że nie jest w stanie podnieść broni . Zmęczenie nie pozwalało mu ustać na nogach. Dreaxe postanowił z nim porozmawiać.
- Witam.
- Won noobie!! Powiedział mathes152, i odwrócił się od Dreaxe.
- Hej , to nie było śmieszne. jeśli masz honor to stać do walki.
- Won nobiee!
- Masz coś do mnie? To że jestem biały to nie znaczy że gorszy! Po krótkiej wymianie "zdań" Dreaxe zdenerwował się i zaczoł rzucać obelgami typu "lamer" , "łosica" "pronoob", "waterhead" czy "pampersboy". Nagle zabrzmiało niebo i zachmurzyło się. Czerń spowiła sklepienie, i zaczeły uderzał pioruny. Błyskawice szalały na niebie. Całkiem przypadkiem Dreaxe trzymał w ręku swoją broń. Oczywiście grom uderzył jego.
*póżniej*

- Buha. Gdzie ja znowu jestem?
*Twoje konto zostało zablokowane z powodu braku kultury i użytku nieprzyzwoitych słów w grze do 30-05-2009*
- Ups znowu wpadka. Co ja teraz robię ? Rzekł Dreaxe.
- Ej ty! Powiedziała tajemnicza postać. Jesteśmy w Hadesie. Miejscu spoczynku zbanowanych . Ja też mam bana. Mogę ci pomóc. Siedzę tu już prawię rok , i niedługo wychodzę. Ja wpadlem za multiusing i dzielenie konta.
- Wiem już że w tym świecie nic nie ma za darmo.
- Brawo chłopczyku. Wystarczy że przyniesiesz mi tamten miecz.
*Broń ta znajdowała się na wysoko położonej skalnej półce*
- Bardzo śmieszne. Ale spróbuje . Powiedził Dreaxe i zaczoł myśleć .
Oj długo myślał aż wymyślił. Postanowił wdrapać się na skałę. Po kilku godzinach trudu udało mu się wejść na szczyt. Podniósł miecz . Nagle z ostrza dobiegła go potężna moc. Bowiem broń ta była Ichoriusem. Broń Mistrzów. Dreaxe skoczlł z urwiska. Przy czym zwichnolł kość lewej nogi.
- Proszę masz tą broń.
- O dzięki. Daj mi ją
*kilka sekund pózniej*
- Jestem boja999. A ty?
- Dreaxe.
- Dobra spotkamy sie na wolności. Ale żeby tam si e znaleść musisz najpierw przejść do końca tej drogi , za Polami Elizejskimi, dojśc do krainy Supportu a za nią poszukaj kraju IRC. Tam musisz porozmawiać z Banującym . Wyjaśnij się i wroć tu po sprawie.
Tak Dreaxe wyruszył w podróż. Na pierwszy rzut oka okolica była nieprzyjemna. Wokoło było ciemno i ponuro. Dookoła tarzali sie obłakani gracze. Jedyne co dało się usłyszec to krzyki typu : "NNNIIIEEE!" , "ZA CO? " "RATUNKU" , "WYPUŚĆIE MNIE !"
Nagle Dreaxe dostrzegł dziwne zwierzę . Pies z trzema glowami. Na jego widok Dreaxe nabrał szybszego kroku. Krok ten w kilka chwil przerodził się w bieg a potem w sprint. Jego szybkość była tak duża że w kilka senund dobiegł do bram krainy IRC.
Na miejscu dowiedział się że nie ma dla niego ratunku i musi poczekać tu 3 dni uwięziony w więzieniu.

*na powierzchni ziemi , 3 dni później*
Dreaxe odrazu poczuł się lepiej i postanowił odrazu iść do Herrego i mu wszystko opowiedzieć . Harry powiedział że ktoś znalazł pieczęć Władcy i chce ją sprzedać na rynku. Kazał mu iść tam i kupić. Oprócz tego dał u 20.000.000 złota na wykup pieczęci. Dreaxe zastanawiał się po co koniecznie Harremu te pieczęcie. Rynek jak zwykle był tłoczny. Dreaxe gorączkowo szukał straganu z pieczęcią. Aż wreszcie. Przy straganie siadział mężczyzna o imieniu Kadar. Dreaxe kupił od niego pieczęć za
jedyne 18.000.000 złota.
Oddał zleceniodawcy przedmiot i poszedł do siedziby gildii . Spotkał w niej kilka nowych osób : damipami, kolonie1 ,bartekxd22 , wochu, i jego znajemego mathes152. Wielki mistrz Przemek.. powiedział mu że przyjoł mathesa152 dlatego że znalazł klucz Smoka Gernascha . Oprócz tego gildia odbyła wyprawę do Jaskiń mrocznej Intrygi i zdobyła 3 klucz. Jeszcze jeden pozostał do otworzenia obozu barbarzyńców. Cel główny Dreaxe tkwił jeszcze tylko w 4 klucz który znajdował się w lochach Starożytnej Świątyni - Ukrytym grobie. Aby Dreaxe mógł zwyciężyć udał się na dom aukcyjny i zakupił 4 potężnych najemników. Za pieniądze od Harrego zakupił potężne Ichorusy , Opiehnzasy oraz potężne Trafansy. Nagle zauważył że jego stan pieniędzy się skurczył a jeszcze musiał kupić ekwipunek dla medyka i Skorpiona. Postanowił ukraść pieniądze gildii. Po cichu zakradł się do skarbca i zabrał wszystkie monety. Następnie poszedł spłacić handlarzy. Udał się do Ukrytego Grobu.
*Po zwycięzkiej bitwie . Następnego dnia . W siedzibie gidlii*
- Hej szefie kasa znikneła. Powiedział Pomorski.
- Jak to? powiedział Przemk.. ? Zróbcie zbiórkę. Jak się okazało nie było tylko Dreaxe. Przemek.. nakazał wydanie listu gończego o nagrodzie równej skradzionej ilości złota. Dreaxe dowiedział się o tym widząc swój rysopis na plakacie. Pobiegł do Harrego. Ten poradził mu uciec do Pustelnika - Jego starego przyjaciela , który mieszkał w pobliżu Mgielnych Gór. Lecz po drodze spotkał wilka który zjadł Dreaxe.

Ha ha ha. Myśleliście że ta historia skończy się szczęśliwie dla Dreaxe i jego kolegów?
Nie!
Nie!
I nie!

Epilog
Gildia TheElderScrolls rozpadła się z powodu bana 3 osób , w tym mistrza. Pomorski zgupiał do reszty i stracił wszystkie pieniądze na aukcjach. Boja999 wyszedł z Hadesu ale skasował konto i przerzucił się na Katsuro i Metina. Dreaxe znaleźli po tygodniu przy drodze. Klon Dreaxe został mistrzem gildii TheElderScrolls i zmienił jej nazwę na Enerald. Harry opił się na śmierć. Znalazł go pewien złodziej. Mistrzem areny (każdej) został Mathes152 ponieważ zhakował grę. Król Otton 0 zdobył Holandię i zmienił orientację. reszta osób wymienionych w tym tekście przerzuciła się na 4story.

Koniec

autor: Przemek..
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

15

Tuesday, June 2nd 2009, 9:20pm

Historia opowiadająca o grze gladiatus zaczęła się dwa lata temu. Armia temu zaczęła swój bój o uczestników gry. Zaczęła się się prawdziwa walka niczym sparta na wojnach tak team w grze. Przybyło wielu gladiatorów z różnych zakątków świata od rzymu aż po mroczne nie zbadane zakątki świata. I tak oto zaczęła się prawdziwa rywalizacja. Różni gladiatorzy zaczynają sie przegrupowywać i tworzyć swoję gildię. Gildie stawały się nie do pokonania a arena przepełniała się krwią przegranych. Wielu gladiatorów czekała długą mękę za §3. Multi 2/2.

Musieli odwiedzać IRC siedziba bogów tak zwany "team". Podając żywy przykład MAXIMUS88 ban za dzielenie kąt. I wtedy zaczął się koszmar. Zakaz wstępu na pole elizejskie zwane "gladiatus". Mximusa ogarnęła rozpacz i zmartwienie. Ale wojownik pomyślał zwrócę się do bogów więc wejdę na IRC siedziba teamu. Kazik GO poprosił MAXIMUSA88 do swej chaty. Mijają godziny gladiator wychodzi szczęśliwy z przepustką na elizejskie pola.Sprawa się wyjaśniła takie same IP blueconnect mają. Więc wszystko się dobrze skończyło IRC siedziba bogów nie jest taka zła myślę że można nawet z bogami się dogadać,ale trzeba być prawym i kulturalnym wojownikiem. Gra się toczy dalej a MAXIMUS88 z przyjacielem Brun dalej toczą bój ze złymi potworami z całego świata. Tak oto trwa spiwywanie histori gry aż po dzień dzisiejszy.

autor: brun
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

16

Tuesday, June 2nd 2009, 9:21pm

Kiedyś miliony lat p.n.e żył pewien człowiek którego nazywano Art'em. Wędrował po całym świecie, aż w końcu spotkał na swojej drodze człowieka. Był podróżnikiem. Art kazał mu pojechać do Mongolii. Pojechał, w pogardzie mając smoka szpony i słońce pustyni gnał aż dotarł gdzie dotrzeć miał. Człowiek się przedstawił nazywano go - Sheol'em, ale nie dotarł sam miał także swojego partnera - Barthekk'a. Po pewnym czasie bohaterowie wpadli na pomysł, że z wszystkich materiałów co mają stworzą machinę która będzie służyła do zapoznawania się z obcymi ludźmi. Naukowiec - tadzikkk odkrył że poza nimi na innych planetach jest bardziej rozwinięta cywilizacja. Gdy została wykonana machina nazwano ją - "Computerus Tytanus" w skrócie mówiono - Komputer. Dwóch partnerów pracowało dniami i nocami nad zrobieniem czegoś co pozwoliło by porozmawiać z obcymi ludźmi z innej planety oraz co pozwoliło by na pokazanie tym ludziom jak żyje Art itp. Po kilku latach
pracy udało się stworzyć, powstała komunikacja o nazwie Gladiatus. Udało się skontaktować z cywilizacją. Do dzisiejszych czasów istnieje ten rodzaj kontaktu. Zostały wprowadzone jedynie nowe kanały tzw. serwery oraz została ulepszona ta gra, ona nadal pokazuje jak żyli dawniej ludzie, czym się zajmowali, jak rozwijał się handel, lecz w bardziej nowoczesny sposób.

autor: Rafi320
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

17

Tuesday, June 2nd 2009, 9:21pm

Na rzymskiej arenie codziennie ścierają się różne osoby. Jedni to niewolnicy z Rzymskich prowincji, inni to gladiatorzy, którzy walczą dla honoru i złota. Jednak ten był inny… nikt nie znał jego pochodzenia ani nic o nim niewiadomo, znano jedynie jego imię, a nazywał się Godles.

Nigdy wcześniej nie walczył on na arenie, lecz przyciągnięty złotem i sławą postanowił zacząć walczyć. Początki były trudne jak u każdego nowego gladiatora. Jednak, kiedy już się wyposażył postanowił zawalczyć, wyzwał na pojedynek jednego ze słabszych gladiatorów. Trzask i nagle polała się krew przeciwnika. Godles zobaczył ze stać go na dużo. Postanowił trenować, wzbogacać się i zdobywać lepsze miejsce na arenie. Nie trudna to była sztuka i szybko stał się mistrzem areny. W końcu zdobył lśniącą zbroję, która w słońcu błyszczała jak perła. Gladiator postanowił zostać najlepszym graczem prowincji 7, lecz innym się to niepodobało ponieważ na tym świecie panowała anarchia i walczyli na niej tylko starzy, najlepsi gracze. Pewna izabella382 i jeden .ORION. zbuntowali się przeciw jemu i chcieli aby gracz dostał bana. Jednak nie mieli podejrzeń ze gra nielegalnie, wiec postanowili, że izabella382 przekona SGO swoim urokiem do tego by go zablokowali. Z początku SGO Druzus był zauroczony izabellą382, ponieważ była ona piękna jak Wenus. Jednak odpowiedzialny za grę Druzus nie ugiął się a Godles nie dostał bana i nadal walczy na prowincji 7.

Po wieki izabella382, .ORION. i Godles zostali przyjaciółmi i postanowili walczyć z honorem. A dzięki dobrej grupie administratorów na 7 prowincji nastał porządek i pokój.

autor: Sove
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

18

Tuesday, June 2nd 2009, 9:22pm

Dawno, dawno temu a może nie tak dawno...w krainie zwanej przez, podróżników i tubylców, Gladiatus zdarzyła się niespotykana dotąd rzecz na prowincji Adiuvant, znanej także jako serwer drugi. Imperator z pierwszej krainy wysłał swojego ulubieńca lolowo1, aby ten zbadał co się tam wydarzyło!

Lolo wziął z sobą swoich najemników i wyruszył w drogę. Podróż ta była bardzo długa, męcząca a co najgorsze bardzo wyczerpująca. Panicz wędrował tak przez długie i ciężkie miesiące aż w końcu dostał się do granicy krainy drugiej, ale tu nie skończyła się jego żmudna droga, ponieważ musiał przejść przez opuszczone tereny za, którymi kryło się mnóstwo niebezpieczeństw. Posłaniec imperatora postanowił stawić czoło zagrożeniu i spełnić do końca swoją misję. Pierwszym trudem przez jaki musiał przejść była Góra Koman. Na tej właśnie przeszkodzie poświęcając się został ciężko ranny jego najlepszy kompan Elyvin. Medyk siedział przy nim całą noc odprawiając swój tajny rytuał. Jednak nie dało się nic zrobić Elyvin umarł. Lolowo1 wpadł w potężną furię. Jak najprędzej zdjął z siebie ciężka zbroje i resztę opancerzenia i ruszył w dalszą drogę zupełnie sam zostawiając swoich wiernych kompanów nie narażając ich życia. Lekki jak piórko Lolo biegł co sił w nogach uciekając przed następnymi z kolei potworami. Wreszcie po paru dniach gonitwy zmęczony posłaniec usiadł na kamieniu aby odpocząć, lecz niebył to miły postój ponieważ nie wiadomo skąd wyłoniła się najstraszliwsza bestia, która raniła Lola tak bardzo, że nie mógł oddychać, lecz on nie mający zamiaru poddania się wskoczył na stwora i obciął mu głowę... Po chwili poczuł straszliwy ból w płucach i padł na ziemię. Lolowo1 obudził się w miejskiej gospodzie w krainie do, której zmierzał został uratowany przez swojego kompana- szamana, który swoimi rytuałami wyleczył go.

Okazało się, że na prowincji Adiuvant zaszła nieziemska rzecz gildia złota otrzymała z niebios parę miliardów złota z czego wybudowała potężna nie do zdobycia fortece. Po powrocie Lolka do własnej ziemi imperator za tę informację postanowił go mianować nadwornym sekretarzem.

autor: lolovo1
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

19

Tuesday, June 2nd 2009, 9:22pm

Początek życia.

W odległych krainach Italii, Afryki i Germanii, gdzie szum liści było słychać z oddali, powstało zjawisko zwane jako cud. Niegdyś zapomniany płomień, który Prometeusz skradł z Olimpu trafił w ręce handlarza. Ten nie wiedząc co z nim zrobić, zachować go do czasu gdy odejdzie. Postanowił tuż prze swoja śmiercią podzielić ten płomień na 3 równe części, tak aby każde kraina mogła się odrodzić.

Zaczęto interesować się walkami na arenach, wykonywaniu zadań z Tawern i wiele innych rzeczy. Lud zarabiał na tym duże pieniądze.

Opowiem historie jednego bohater, nazywał się GandziaMan. Z początku wiódł spokojne życie handlując jadłem na pobliskim rynku gdy pewnego dnia mały płomień z Góry Olimp spadł na jego stragan. Doznał sporych obrażeń jak również jego cały majątek zamienił się w popiół. Mając kilka złotych monet w spalonych spodniach, poszedł napić się do Tawerny. Usiadł na krześle obok dwóch ciemnych typów, wysilając swój słuch, usłyszał o potworach, które mieszkają w jego krainie. Słysząc tez o nagrodzie za zabicie któregoś z nich postanowił wyruszyć i zgładzić jednego.

Idąc przez góry napotkał Pustelnika. Wyglądał na miłego starszego pana, więc GandziaMan postanowił spytać go o drogę. Pustelnik nie pewnie spoglądając na niego wskazującym palcem pokazał mu drogę. Idąc wytyczoną drogą spotkał potwora zwanego Harpia. Miał wygląd skrzyżowania kaczki i węża. Szybko wyciągnął swoja tarcze i miecz. Zadając jeden cios potwór padł na ziemie. GandziaMan postanowił zarabiać tak na swoje życie zdając sobie sprawę jakie to jest łatwe.

Koniec :).

autor: Swinka1908
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji

tadzikkk

Krwiopijca

  • "tadzikkk" started this thread

Posts: 2,323

Location: z forum

Occupation: specjalista od zielonej roboty

  • Send private message

20

Tuesday, June 2nd 2009, 9:23pm

"Opowiadanie o księżniczce Cesarstwa Rzymskiego"

Żył kiedyś pewien super ekstra gladiator - Sindbad oraz forum globalny moderator - Tadzikk. Byli oni w bardzo wrogich stosunkach, gdyż Tadzikk nie chciał przykleić tematu Sindbada na największym forum Gladiatusa. Temat zawierał twórczość Sindbada- opowieść o nich oraz o ich kobiecie...
Zaczęło się u Jubilera, który ich ukochaną kobietę zranił nożem do patroszenia, gdyż nie chciała mu zapłacić za rubiny. Rana nie była duża, ani głęboka, jednak kobieta zemdlała. Zobaczyła swą ranę na ręce i zrobiło jej się słabo. Następną rzeczą, którą ujrzała po omdleniu, był Jubiler oraz Sindbad walczący razem. Gdy do domu Jubilera wszedł Tadzikk chcąc zakupić 25 rubinów, pomyślał, że jego kobietę zranił Sindbad i się zaczęło: Jubiler i Tadzikk atakowali Sindbada. Dobrze, że Sindbad miał na sobie Ciężką Skórzaną Zbroję, która chroniła go od uderzeń Jubilera (nożem do patroszenia) i Tadzikka (mieczem Gladius). I tak walka ta wyglądała. Kobieta skulona siedziała na krześle. Bardzo bała się wybiec z domu Jubilera. I nagle nóż Jubilera wypadł mu z ręki. Tadzikk i Sindbad przestali walczyć i oboje krzyknęli: ,,Nie!" ale było już za późno. Miecz wbił się w podbrzusze kobiety. Ona ledwie przytomna majaczyła żeby przestali walczyć. Krew zaczęła cieć strumieniem. Jubiler pobiegł po szmatę, Tadzikk krzyczał, że to wszystko to wina Jubilera, a Sindbad stał przy kobiecie. Jubiler przybiegł ze szmatą, Tadzikk nadal nie przestawał krzyczeć, a Sindbad mając szmatę, obwiązał nią podbrzusze kobiety i kazał natychmiast Tadzikkowi biec do Handlarza po Miksturę Życia oraz Kurczaka. Tadzikk po małym oporze zrobił to. Po paru chwilach Tadzikk przybiegł z tymi oto rzeczami. Sindbad podał kobiecie Miksturę Życia, która natychmiast postawiła kobietę na nogi.
-Rana powinna się zagoić do następnego wschodu słońca, a teraz zjedzmy w spokoju obiad - powiedział Sindbad.
-Dobrze! - odpowiedzieli Tadzikk oraz Jubiler jednocześnie.
Przy obiedzie panowała ponura atmosfera. Gdy skończyli kobieta poprosiła Jubiler by zostawił ich razem samych. Jubiler się zgodził i wyszedł, zostawiając ich samych. Kobieta milczała przez jakiś czas, po czym przemówiła:
-To moja wina, nie chciałam zapłacić Jubilerowi za rubiny... jednak nie powiedziałam jeszcze Wam obojgu kim naprawdę jestem... jestem księżniczką Cesarstwa Rzymskiego, która udając zmarłą uciekła z królestwa, którym nie chciała rządzić.
-CO ?! - krzyknęli Sindbad i Tadzikk.
-Nie krzyczcie, proszę. Wiem, że nie powinnam tego robić. Dlatego chciałam kupić te rubiny na podróż powrotną.
-Nie musiałaś tego robić.... wystarczyło powiedzieć mi a ja na pewno bym coś załatwił, moja kochana - powiedział Tadzikk.
-Dobrze, ale chciałam naprawdę za nie zapłacić, lecz ktoś mi ukradł złoto...
-Dobra, Jubilerze! - zawołał Sindbad.
Jubiler wszedł do pokoju. Sindbad opowiedział mu po cichu całą sytuację, a Jubiler pokiwał głową i powiedział:
-Oczywiście! Księżniczko proszę oto 500 rubinów! - po tej wypowiedzi, wręczył jej te rubiny.
-Naprawdę dziękuję! - powiedziała ucieszona księżniczka.
-Proszę i życzę miłej podróży! Twoja karawana startuje o wschodzie słońca! - powiedział uśmiechnięty Jubiler.
Następnego ranka Sindbad zniknął pozostawiając list dla księżniczki, w którym pisze, że Tadzikk na pewno się nią zaopiekuje, a on postanowił zniknąć by nie komplikować ich uczucia.
Księżniczka spakowała się i razem z Tadzikkiem wyruszyła do domu.
Niedługo potem objęła razem z Tadzikkiem władzę nad królestwem. Ożeniła się a o Sindbadzie zupełnie zapomniała....
Temat po interwencji Barthekk'a podklejono, a Tadzikk dostał ostrzeżenie.

------------------------------KONIEC-----------------------------

autor: sindbad
Piszę poprawnie po polsku

Sig by The Rap Grap Shop


supermoderator forów ~ Gladiatus ~ i ~ Między nami Gladiatorami ~
najpewniejsza droga komunikacji